poniedziałek, 12 listopada 2012

. rozdział 9 .

Nie powiem te pytania średnio do mnie docierały, bo nadal byłam zszokowana tym, co widzę . Nie wiedziałam, czy mam krzyczeć, uciekać, czy po prostu zachować spokój . Jedyne czego byłam pewna to, to że robiło się coraz cieplej, a płomienie były coraz większe . A no tak … nie wspomniałam jeszcze o fakcie, że zastałam w kuchni palący się czajnik, ponieważ ci idioci chcąc zrobić sobie coś do picia postawili wodę bez wody . Jak można być takim debilem, ja się pytam ?! Rozumiem, że można zapomnieć, ale bez przesady … W końcu jednak udało mi się ocknąć, ogarnąć, ale pech chciał, że akurat w tej samej chwili ciekawy świata Harry przyszedł zobaczyć co się dzieje i zestresowany wpadł na genialny pomysł, żeby wodą zgasić czajnik podłączony do prądu . Co to spowodowało ? W zasadzie nic, oprócz strzelania wielkich iskier, zwarcia i odcięcia prądu w całym mieszkaniu . Na ich szczęście tylko w mieszkaniu … Oczywiście ma się rozumieć chciałam go powstrzymać przed tym czynem, ale nie zdążyłam nawet otworzyć ust, on już tego dokonał, a mi pozostało tylko uciekać, więc i ze strachu tak zrobiłam wpadając przy okazji na Nialla, który widząc moje przerażenie w oczach przytulił mnie do siebie, co sprawiło, że zrobiło mi się strasznie głupio i nie wiedziałam jak mam zareagować na ten gest, tym bardziej, że kątem oka nadal widziałam płomienie w kuchni . Dzięki Bogu jednak Liam miał trzeźwy umysł i przy pomocy koca zgasił wszystko, co się paliło . Potem została tylko kwestia ciemności, w której to czułam się jeszcze bardziej niezręcznie . Nie dość, że nic nie widziałam, to stałam w objęciach obcego faceta i wszyscy świecili mi latarkami z telefonów po oczach, bo jarała ich ta scena … Do dzisiaj pamiętam minę Lou, która była tak wymowna, iż nie mogłam patrzeć, bo nie zawstydzała . Nagle wśród tych egipskich ciemności wszyscy usłyszeliśmy głos Zayna :
- Dobra, ja się tym zajmę – powiedział to z ogromną pewnością siebie, jak w sumie wszystko, co wychodziło z jego ust, a tym razem oczywiście miał zamiar naprawiać prąd .
- To ty to umiesz ?! - Harry od razu podbiegł do niego ze zdziwieniem, robiąc przy tym wielkie oczy, których blask było widać, mimo ciemności .
- Jasne, ja potrafię wszystko – odpowiedział ze swoją manierą i udał się z telefonem w stronę bezpiecznika .
W sumie to każdy głupi, który chodź trochę o życiu wie mógłby wpaść na to, że wystarczy podnieść ' wajchę ' i prąd znowu cudownie wróci . Tak też miał zamiar zrobić Zayn, jak się później dowiedzieliśmy . Stanął na stołku, wszyscy zaczęli się gapić w niego jak w święty obrazek, on poświecił sobie latarką, już podnosił wajchę, ale jakby inaczej coś nie poszło, moje serce kolejny raz w ciągu pół godziny zamarło, a moje ciało automatycznie mocniej wtuliło się w Nialla ...

środa, 3 października 2012

. rozdział 8 .

Byłam bardzo ciekawa, kto przyszedł, ale zarazem jakoś tak miałam lekkiego stracha przed tym, kogo zobaczę w drzwiach, więc oparłam się na kanapie, wzięłam kawę do ręki i starałam się nie patrzeć w tamtą stronę . Kiedy tylko drzwi się otworzyły zrobił się rumor, a do pokoju weszło czterech chłopaków . Jak się pewnie domyślacie byli to Zayn, Harry, Louis i Liam :
- O widzę piękna, ciemnowłosa, niebieskooka, nowa polska koleżanka Niallera – ten ostatni wyraźnie zwrócił się do mnie, nie powiem z wielką uprzejmością i promiennym uśmiechem, a ja z wrażenia prawie udławiłam się kawą, więc na wszelki wypadek odłożyłam ją z powrotem na stolik .
- No wszystko się zgadza, tylko nie piękna – zaśmiałam się nieco zakłopotana, nie lubię kiedy ktoś tak do mnie mówi …
Od razu rozsiadli się na kanapie, robiąc wieli ścisk, włączyli telewizor, wyciągnęli picie, jedzenie, zaczęli rozmawiać między sobą i zrobiło się jak w szkole podstawowej na przerwie obiadowej . W sumie to czułam się, jakby mnie włożyli do jakiejś klatki z małpami i kazali mi się wtopić w tłum . Szczerze powiedziawszy miałam w pewnej chwili ochotę niepostrzeżenie wyjść, tak typowo po angielsku, ale nagle Harry poszedł rozmawiać przez telefon, Zayn z Liamem udali się w stronę kuchni do Nialla i zostałam sama z Louisem . Jedynym plusem tego wszystkiego było to, że na kanapie zrobił się luz i wreszcie znowu mogłam swobodnie oddychać .
- I widzisz koledzy zostawili cię samego z wiedźmą – powiedziałam do niego uśmiechając się, w sumie nawet nie wiem dlaczego takie zdanie przyszło mi na myśl i dalej wypłynęło z moich ust .
- Widzę jestem Louis – powiedział do mnie uśmiechając się od ucha do ucha i podając mi ręką, a ja bez wahania odwzajemniłam gest .
- Wiem . To znaczy … – potrząsnęłam głową uśmiechając się i orientując, że to nie było zbyt grzeczne – Meg, miło mi – uśmiechnęłam się do niego i zamilkłam .
- A jednak Nialler miał rację mówiąc, że jesteś … Zaraz jak on to nazwał – w tym momencie zrobił taką śmieszną minę udając, że ciężko jest mu sobie przypomnieć – Zadziorna – znowu tak szeroko się uśmiechnął patrząc na mnie .
- Co ? - spojrzałam na niego z niedowierzaniem – Przez niego pies mi uciekł !
- A ty o mało go nie zabiłaś – w tym momencie zrobił się poważny, co mnie trochę przeraziło .
- To nie ja bym go zabiła, tylko pies, poza tym nie moja wina, że buja w obłokach – wzruszyłam ramionami, udając że w ogóle mnie to nie obchodzi, wtedy Louis spojrzał na mnie i widząc moją powagę i oburzenie wybuchnął śmiechem, który z sekundy na sekundę coraz mniej kontrolował, a to spowodowało, że sama zaczęłam się śmiać .
Słysząc nasz śmiech od razu zleciała się cała reszta osób obecnych w mieszkaniu, stanęli przed nami i patrzeli na nas, jak na ludzi z zakładu zamkniętego, pytając przy tym nas i między sobą o co chodzi, ale ani ja, ani Lou nie potrafiliśmy wydusić z siebie ani słowa, bo jego śmiech rozśmieszał mnie, a mój śmiech rozśmieszał jego i nie mogliśmy się opanować .
- Stary nie chcę cię martwić, ale on sprzątnął ci sprzed nosa laskę – na te słowa Zayna do Nialla obydwoje momentalnie się uspokoiliśmy i spojrzeliśmy najpierw na Zayna, później na siebie i znowu zaczęliśmy się śmiać . Prawdę mówiąc już brzuch mnie z tego bolał, ale nie potrafiłam się ogarnąć . Tak, śmialiśmy się jeszcze dłuższą chwilę, aż w końcu zebraliśmy się w sobie i uspokoiliśmy, a oni dalej nad nami stali i się gapili .
- To, że Lou jest nienormalny wiedzieliśmy, ale że taka cicha, spokojna i nieśmiała dziewczyna – Harry spojrzał na mnie kiwając głową i udając przy tym niedowierzanie .
- A widzisz, jak pozory mylą – zaśmiałam się, ale tym razem tak normalnie, bez fajerwerków .
- Tyle, że to on tak mówił – spojrzał na Nialla, jak na idiotę, potem spojrzał na chłopaków i na końcu na mnie .
- Tyle, że skąd on ma wiedzieć, skoro zamienił ze mną raptem trzy zdania ? - po tych moich słowach, Harry kolejny raz spojrzał na Nialla jak na idiotę .
- No tak, to w sumie do niego podobne – powiedział to w taki sposób, jakby jeszcze sam rozważał to w głowie – Nie ważne – wzruszył ramionami i walnął się na kanapę, za nim jego koledzy, a co za tym idzie znowu było jak w zoo i znowu brak tlenu, więc wstałam i udałam się do kuchni . Zauważyłam, jak zerkają na mnie, kiedy wychodzę i jak Niall odprowadza mnie wzrokiem . Jednak kiedy stanęłam w drzwiach kuchni zdołałam tylko wytrzeszczyć oczy i głośno przełknąć ślinę z przerażenia, a z pokoju usłyszałam ' Ej, co jest ? ' .

. rozdział 7 .

Tak uściślając sprawę telefon nie zadzwonił, a jedynie przyszedł sms . W tym momencie Olivier zaczął się na mnie gapić, jak w święty obrazek, ciekawe co znowu mu odbiło :
- A ty czego się tak znowu gapisz ?! - koleś co jest, zejdź już wreszcie ze mnie …
- Nie, nic – spojrzał na mnie, zaśmiał się pod nosem i zaczął coś stukać na telefonie .
Ale wracając do tego niespodziewanego smsa … Myślałam, że to Claire, Karo, ewentualnie mama, ale jednak tu się pomyliłam . Wyciągnęłam telefon z kieszeni, odłączyłam słuchawki, otworzyłam wiadomość i nieco się zdziwiłam, bo była wysłana z nieznanego numeru . Ale kiedy tylko przeczytałam treść to już zupełnie mnie zamurowało – ' To co 2O:OO u mnie ? Będę czekać :) ' .
Spojrzałam na telefon i kilka razy otworzyłam i zamykałam oczy, żeby się upewnić, czy dobrze widzę, kiedy zauważyłam, że młody siedzi i śmieje się ze mnie :
- To co jednak randka z blondynem - no nie, tego było już za wiele, przecież go zabiję, normalnie uduszę, nie dożyje nawet do obiadu .
- To twoja robota ?! Już nie żyjesz – serio miałam ochotę go zadźgać, a że nie miałam na obecną chwilę innej opcji, to stwierdziłam, że chociaż się z nim podrażnię i zaczęłam gonić go po pokoju . Nawet dobrze się bawiłam, widać było, że Olivier też ma z tego niezłą uciechę . W końcu udało mi się go złapać :
- I co teraz mam ci zrobić ? - spojrzałam na niego najbardziej przenikliwie jak potrafiłam, ale niestety śmiech nie pozwolił mi oddać powagi sytuacji, a on nawet się nie szarpał .
- Spokojnie pójdziesz tam, zabawisz się, rodzice nie będą mieli nic przeciwko – spojrzał na mnie, jakbym sama nie potrafiła na to wpaść, a zarazem, jakby był moim mentorem i najlepiej wiedział, co jest dla mnie najlepsze – Patrz jak dbam o ciebie, organizuję ci rozrywkę w tym mega nudnym miejscu – patrz, bo ci uwierzę .
- No i co myślisz teraz, że tam pójdę, tak ? - już lecę …
- No nie masz wyjścia – pokazał mi język, wyrwał się i pobiegł do siebie .
- No tak, ja nigdy nie mam wyjścia … - powiedziałam do siebie i usiadłam na kanapie przed telewizorem, ale szybko go wyłączyłam i poszłam do pokoju, włączyłam lapka i klikając bez sensu cały czas myślałam, czy mam tam iść, baaa czy w ogóle mam coś odpisać . Oczywiście siedziałam w ciszy w swoim świecie i nawet na początku chciałam napisać do Karo i jej wszystko opowiedzieć, ale potem stwierdziłam, że nie będę się ośmieszać i powiem jej po fakcie . Nagle Chloe, która do tej pory siedziała cicho zajęta sobą się odezwała :
- Idź tam – spojrzała na mnie z uśmiechem .
- Po co ? - ciekawe co ośmioletnia dziewczynka może wiedzieć w tej sprawie .
- Pomyśl, większość dziewczyn dałoby się zabić za takie zaproszenie, a ty tak po prostu masz to gdzieś – odwróciła się z powrotem do komputera, jakby chciała wyeksponować to, że jestem głupia i szkoda czasu na rozmowy ze mną .
- Jasne, tylko ja nie jestem większość – wywróciłam oczami – zresztą Karolina nic nie wspominała o tym, że tam była, w ogóle nic o nim nie wspominała … - skrzywiłam się patrząc w ekran laptopa .
- Bo jej nie zaprosił – dziewczynka w swoim stylu wywróciła oczami, po czym gwałtownie się zerwała i usiadła naprzeciw mnie – Ty masz farta, że mój brat jest tak genialny i załatwił to za niego i ciebie – matko, o czym ona gada, co załatwił, jak zwykle dziecko do mnie mówi, a ja nic nie rozumiem …
- A możesz mówić jaśniej, bo nie za bardzo rozumiem o co chodzi – zaczęłam patrzeć na nią uważnie, żeby tym razem móc wszystko dokładnie zrozumieć .
- No, a o to, że odkąd tu mieszka nigdy nie rozmawiał z żadną dziewczyną, jesteś pierwsza, więc masz szanse – no tak … znowu o tych szansach, weźcie się ogarnijcie ludzie .
- No co ty, przecież o mało go nie zabiłam – zaczęłam się śmiać przypominając sobie sytuację z klatki schodowej
- Idziesz tam i koniec, już ja o to zadbam – powiedziała to zupełnie, jakby była moją matką … Boże dziecko mi dyktuje, co mam robić …
Zapewne możecie się zastanawiać co się stało, że zamiast sprzątać, gotować i inne takie zajmuję się sobą i swoim ' problemem ', a otóż dlatego, że Claire wraca dzisiaj wcześniej z pracy i przywiezie gotowy obiad .

Siedzimy przy stole, a ja nadal myślę o jednym i tym samym … W ogóle dziś przy tym obiedzie jakaś dziwna cisza, którą chyba zapeszyłam :
- Mamo, Meg dzisiaj wieczorem idzie na imprezę do blondyna – no tak, to się Chloe postarała o to, żebym tam dotarła .
- Tak ? - Claire spojrzała na mnie z uśmiechem, ale mi wcale do śmiechu nie było …
- No właśnie jeszcze nie wiem, bo … - nie zdążyłam nawet dokończyć, kiedy mi przerwała
– Ależ nie ma problemu, poradzę sobie z dzieciakami, a ty idź i się pobaw póki jesteś młoda - jeszcze tego mi brakowało, żeby ona mnie tam wyganiała . W tym momencie już nie miałam szans, więc napisałam do Nialla zwykłe ' ok ' i miałam nadzieję, że świat skończy się przed 2O:OO .
Niestety się nie skończył, a czas jakoś tak szybko płynął, kiedy siedziałam na Twitterze i przeglądałam różne profile . Nagle młoda wparowała do pokoju :
- Co ubierasz ? - a co to za różnica … Nie chce mi się przebierać …
- Nie wiem, wszystko mi jedno, cokolwiek, ale to nie będzie strój kąpielowy – powiedziałam to z lekką ironią w głosie, żeby mogła odczytać, że to pytanie nie było zbyt trafne .
- Ja tylko chciałam pomóc – wzruszyła ramionami i zaczęła przeglądać jakąś gazetę, którą przyniosła ze sobą .
W końcu ubrałam tylko różowe rurki zamiast moich różowych spodenek i wzięłam do ręki pierwszą lepszą bluzę, tak na wszelki wypadek .
Przed wyjściem Claire nawet nie chciała ze mną rozmawiać, widocznie stwierdziła, że jestem rozsądna i odpowiedzialna, ale za to widziałam jak Olivier z dumną i nieco rozbawioną miną odprowadza mnie wzrokiem .Tak, dalej miałam ochotę go zabić ... Wyszłam z mieszkania i dość długo stałam pod drzwiami z numerem 121 wahając się jeszcze, czy oby na pewno chcę tam iść . W końcu się zdecydowałam i zadzwoniłam do drzwi . Otworzył mi uradowany Niall, który na powitanie mnie przytulił ze stwierdzeniem, iż myślał, że nie przyjdę – tak, ja też tak myślałam .
Wchodząc do środka byłam ciekawa, co zastanę, ale było zwyczajnie . Widać, że to mieszkanie młodego mężczyzny, bo za wielkiego porządku tam nie było, ale na szczęście jeszcze miejsce do siedzenia się znalazło . W salonie miał skórzaną kanapę, gdzie mnie posadził i spytał, czy chcę coś do picia, a ja dając mu pierwsze wyzwanie kazałam zrobić kawę . Oczywiście nie mogłam wysiedzieć i poszłam za nim do kuchni, a ten akurat chciał wrócić, żeby (jak się później dowiedziałam) spytać jaką kawę chcę i wpadliśmy na siebie … Nie ucierpiałabym, gdyby pan Horan nie chodził po domu w czapce i jej daszek nie wbił mi się do oka . Nie byłoby w tym w sumie nic dziwnego, bo było nawet śmieszne, ale Niall w pewnym momencie tak się przejął, że już był gotowy dzwonić po pogotowie, ale oczywiście w odpowiedni sposób go uspokoiłam, żeby nie świrował . Koniec końców zrobił mi tą kawę, sam nalał sobie coli i usiadł ze mną na kanapie włączając jakąś muzykę . Idiotycznie się czułam . Jakoś nieswojo, zupełnie jak nastolatka na swojej pierwszej randce … Masakra jakaś, a jeszcze do tego wszystkiego on prawie nic nie mówił, tylko gapił się albo w sufit, albo na swoją colę …
- Ejj no gospodarzu zaprosiłeś gościa to gość teraz żąda, żebyś odpowiednio go zabawił – powiedziałam rozbawiona i szturchnęłam go lekko, bo już nie potrafiłam znieść tej ciszy . Ale widać to było na nic ... Chyba się wyłączył, bo nawet nie zauważył, że coś powiedziałam, a co dopiero mówić o jakiejś jego reakcji – Ejjj ! Ziemia do Nialla ! - pomachałam mu dłonią przed oczami, po czym zdjęłam czapkę i chciałam poczochrać włosy, ale ten złapał nie za rękę, co sprawiło, że kolejny raz dziwnie się poczułam . W tym samym momencie ktoś zadzwonił do drzwi, a ja spojrzałam badawczo na Nialla .
- No, bo wiesz … nie będziemy sami – powiedział to trochę zakłopotany, po czym wstał cały czas trzymając mnie za rękę i widać chciał tak ze mną iść do drzwi, ale chrząknęłam, żeby mnie puścił i w tym samym momencie spojrzał na mnie, uśmiechnął się i już sam poszedł otworzyć .

środa, 26 września 2012

. rozdział 6 .

Muszę przyznać, że na ten spacer to szatan prowadził nas, a nie my jego, ale to taki bardzo mały szczegół, nie ważny w sumie, już i tak większego wstydu sobie dzisiaj nie zrobię … Wiecie, co mnie wkurzało ? Że idę z jakimś bożyszczem nastolatek, a on milczy . Zawsze mi się wydawało, że taki koleś powinien mieć gadane, ale jak widać miał tylko do momentu, kiedy nie zdjął okularów . Zupełnie jak ten koleś z Maski .
W sumie to sama milczałam, bo rozglądałam się, czy ktoś czasem nas nie obserwuje – tak, mam obsesję … Wydawało się, że to ja jestem spięta, ale kiedy spojrzałam na mojego towarzysza pomyślałam, że jednak nie jest ze mną tak źle .
- Ziemia do Nialla, jesteś tu ? - spojrzałam na niego już tym razem rozbawiona, bo znowu miał na sobie okulary, tyle że tym razem wiedziałam kim jest i za każdym razem, kiedy przypominał mi się jego widok leżącego na podłodze i stękającego zaczynałam się śmiać .
- Tak, jasne, jestem – spojrzał na mnie, a chociaż tak myślę, bo przekręcił głowę w moją stronę, a przecież miał na nosie okulary .
- To miło, co powiesz ? - mówiłam cały czas się z niego nabijając .
- Wiesz … zastanawia mnie jedna rzecz – i tu powiem, że Niall nie wychowany, bo zaczął rozmowę ze mną od włożenia rąk do kieszeni spodni – Znamy się od … - spojrzał na zegarek – Będzie pół godziny, a ja nawet nie wiem, jak masz na imię – a pytałeś ? Pomyślałam i jednocześnie też swoje myśli wyrzuciłam z siebie .
- Bo nie pytałeś – wzruszyłam ramionami i przystanęłam, bo pies mnie na dłuższą chwilę uziemił .
- No więc jak ? - zapytał mnie, a patrzał gdzieś w przestrzeń, myślał że tego nie widzę …
- Meg – na chwilę się zamyśliłam – Tak, tak mam na imię tutaj – zaśmiałam się, a on chyba zrozumiał, że palnęłam coś głupiego i nie potrafię tego wytłumaczyć, więc już o nic nie pytał .
Żeby nie było posprzątałam po psie i znowu mogliśmy iść dalej i znowu w ciszy . W sumie to nie wiedziałam, co mam mu mówić, przecież go nie znam, nie będę mu o sobie opowiadać, a jakoś pomysłu na wylewne gadki nie miałam . Nagle przystanął i spojrzał na mnie .
- No dobra, tu cię opuszczę, bo już na mnie czekają – zdążyłam tylko spojrzeć, że podjechał jakiś ciemny samochód, nawet nie zwracałam uwagi na markę, czy nawet dokładny kolor, prowadził go jakiś chłopak, zapewne któryś z kolegów z zespołu - Do zobaczenia – uśmiechnął się i przytulił mnie, miło …
W pierwszej chwili pomyślałam, że mam nadzieję, iż to było nasze pierwsze i ostatnie spotkanie, więc odpowiedziałam tylko ' no cześć ' i udałam się w stronę domu, kiedy zobaczyłam, jak mija mnie Olivier . No pięknie, zaraz będzie wygłaszać te swoje mądrości … Ale pomyliłam się, przelotem przywitał się z Niallem, potem spojrzał na mnie, minął bez słowa i wszedł do klatki tak, jakby mnie w ogóle nie było zamykając mi drzwi przed nosem . Nie miałam najmniejszej ochoty się z nim konfrontować, więc poczekałam, aż wszedł do windy i odjechał trochę, po czym dopiero weszłam do klatki i sama wsiadłam do windy . Stanęłam pod drzwiami i przez chwilę wahałam się, czy wchodzić do środka, ale przecież nie będę stać pod drzwiami, więc weszłam i zaczęłam rozbierać psa, potem siebie . Nawet nie zdążyłam dobrze wejść, kiedy stanął przede mną Olivier :
- Co randka z blondynem ? Nie masz u niego szans – powiedział, co wiedział, wszystkie rozumy pozjadał .
- Po pierwsze to nie była randka, a po drugie kto ci powiedział, że chce jakichkolwiek szans ? - wyrzuciłam mu to z taką złością, że dał sobie spokój, usiadł na kanapie, włączył telewizor i nie zwracał już na mnie uwagi . Wtedy do rozmowy włączyła się Chloe :
- Byłaś na randce z blondynem ?! - nawet nie wiem, skąd się wzięła, ale powiedziała to z taką pasją i zainteresowaniem, że aż żal było odpowiadać, że nie .
- Byłam na spacerze z psem – wywróciłam oczami, niech już wreszcie się ode mnie odczepią .
- Byliście – tak, oczywiście mój ulubieniec musiał się wtrącić …
- Ale, że ponad godzinę ?! - młoda zrobiła taką minę, że w momencie miałam ochotę się jej wyspowiadać ze wszystkiego, ale nie było sensu – Nie ściemniaj, widziałam przez okno z kim byłaś – tak tego jeszcze brakowało, żeby i ona zaczęła się ze mnie nabijać .
Nawet Bobby siedział i gapił się na mnie, jak na idiotkę … Tu wszyscy są przeciwko mnie … A najgorsze jest to, że dzieci i pies mnie pogrążają …
- Może postawmy sprawę jasno – zaczęłam mówić spokojnie i stanowczo – Ten koleś obojętnie kim by nie był jest idiotą i nie mam najmniejszej ochoty się z nim spotykać, a dzisiejszy przypadek był jednorazowy i ostatni, jasne ? - spojrzałam na nich groźnie, może wreszcie się odczepią, bo na dobrą sprawę nie do końca myślałam, że jest idiotą i nie do końca nie miałam ochoty go więcej widzieć .
Dzieciaki popatrzyły na mnie, młoda z uśmiechem na twarzy poszła do siebie, ja już miałam iść do kuchni, ale Olivier mnie zatrzymał :
- Możesz sobie gadać, co chcesz i tak się z nim umówisz – uśmiechnął się, jakby bardziej przyjaźnie, ale jednocześnie z niewielką nutką cwaniactwa i w tym momencie zadzwonił mój telefon . Wtedy też się zorientowałam, że przez ten cały czas w odtwarzaczu grała muzyka, której de fakto nie słuchałam .

wtorek, 25 września 2012

. rozdział 5 .

Kiedy następnego dnia się obudziłam nie wiedziałam gdzie jestem i w pierwszej chwili w ogóle myślałam, że dalej śpię, ale szybko ogarnęłam wszystko . Była sobota, dziewiąta rano . Młoda spała, więc zwlekłam się z łóżka i weszłam na chwilę do okna, a tam w oknie po drugiej stronie jakaś starsza kobieta z filiżanką w ręce gapiła się na mnie . W pierwszej chwili sama zaczęłam się na nią gapić, bo było wcześnie, dopiero wstałam i średnio wiedziałam, co robię . Jednak szybko doszłam do siebie i wyszłam z okna, zamykając jej je przed można powiedzieć oczami . Ku mojemu nieszczęściu zamykające okno trzasnęło trochę i mimo, że cały dom spał, to młoda się obudziła . Pięknie …
- Człowieku co jest ? - wysunęła głowę spod kołdry patrząc na mnie – Która w ogóle godzina i co ty robisz, wiedźma patrzy … - była tak zaspana, że wypowiadała te słowa, jakby była naćpana .
- Nic, chciałam zamknąć okno, przepraszam … - bałam się, że zaraz na mnie wyskoczy – Jest dziewiąta, jaka znowu wiedźma ? - spytałam, jakbym się nie domyśliła, że chodzi o tego wścibskiego babsztyla .
- No pani Wood przecież, a kto, tylko ona gapi się całymi dniami do cudzych mieszkań – Chloe wywróciła zabawnie oczami i wsunęła nos z powrotem pod kołdrę mrucząc coś, z czego zrozumiałam tylko ' dobranoc ' .
Zorientowałam się, że poszła z powrotem spać, więc ja poszłam najpierw do łazienki . Wychodząc z pokoju zauważyłam, że wszyscy jeszcze śpią, więc zerknęłam tylko po cichu do pokoju chłopaków, żeby się upewnić, po czym udałam się upodabniać do ludzi .
Wychodząc z łazienki spojrzałam na kartkę przypiętą na lodówce, z instrukcjami Claire . Było tam napisane w zasadzie tylko to, że Oliviera już nie ma w domu, a na śniadanie mam dzieciakom zrobić tosty . Zanim się jednak za nie zabrałam sama zrobiłam sobie herbatę, bo bez niej jakoś nie potrafię rozpoczynać dnia …
Powiem szczerze, że te dzieciaki chyba czytają mi w myślach, bo już chciałam je wołać, żeby wstały i przyszły zjeść, a tymczasem one wbiegły do kuchni z radosnymi okrzykami porannego powitania i grzecznie usiadły przy stole . Jadły, aż im się uszy trzęsły, a największy plus tego był taki, że nic nie mówiły . Po śniadaniu nawet nasz aniołeczek zaproponował, że chce pozmywać . W pierwszej chwili pomyślałam, że nie mogę wykorzystywać dziecka, ale z drugiej strony, niech się cieszy, a ja zajmę się chłopcami . Zajmę w takim sensie, że przecież trzeba nadzorować ich nie tylko zabawę i jedzenie, ale także poranną toaletę, ubranie i sprzątanie . Wiadomo, umieli to robić wręcz doskonale, ale ręka osoby dorosłej nigdy nie jest zbędna .
Akurat zdążyli wszystko sprawnie zrobić, a Chloe pięknie posprzątała w kuchni.
- No, jestem pod wrażeniem – spojrzałam na nią uśmiechając się z dumą, jakby była co najmniej moją siostrą .
- Ma się tą wprawę – odpowiedziała mi z takim akcentem, jakby mówiła słynne ' hello ', po czym odwróciła się niemal na pięcie i poszła do pokoju, a ja do chłopaków . Wtedy poinformowała mnie, że nie muszę tego robić, oni zajmą się sobą, a ja lepiej mam wyjść z psem . Wtedy pomyślałam – kurcze pies ! Na śmierć zapomniałam !
Nie miałam wyjścia, musiałam najpierw go nakarmić, potem zająć się innymi sprawami . Tak szczerze mówiąc to nawet nie zauważył, czy ma jedzenie w misce, czy go nie ma, bo smacznie sobie spał, olewając wszystko i wszystkich . Ale żeby nie było, że znęcam się nad zwierzętami, a potem pójdę siedzieć, to dałam mu jeść, nalałam wody i poszłam do ' siebie ' . A tam ? Młoda już siedziała przed komputerem i słuchała muzyki, śpiewając przy tym . Akurat miałam tego pecha i weszłam na Biebera, więc chciałam jak najprędzej stamtąd wyjść . Muszę wspomnieć, że dzień był jak na Londyn ciepły i słoneczny, a ja miałam na sobie spodenki i jakiś tam t-shirt jeden z wielu . Ubrałam tylko trampki – są różowe i tak strasznie podobają się Chloe, że stwierdziła, iż sama chce takie mieć . Jestem pewna, że gdyby nie to, iż mam większą nogę od niej chodziła by w nich częściej, niż ja . Oprócz butów włożyłam do kieszeni też telefon z podłączonymi słuchawkami i pomadkę, bez nich się nigdzie nie ruszam .
- Dobra bądź tu grzeczna, pilnuj braci, a ja zabieram Bobbiego na spacer – spojrzałam na nią, a ona nawet nie patrząc na mnie odpowiedziała ' jasne ', tak była zajęta .
Wyszłam z pokoju, zawołałam psa, który opornie się zwlekał, przy okazji jedząc jeszcze ' szybkie ' śniadanie . Ja w międzyczasie założyłam słuchawki i włączyłam muzykę, która akurat zaczęła się dziś od Boba Marleya . W końcu Bobby łaskawie do mnie przyszedł i mogłam go zapiąć w jego jakże piękną, srebrną, łańcuszkową linkę . Widać było, że na tym psie kompletnie nic nie robi wrażenia, dziwny w ogóle jest .
Nareszcie wyszliśmy i już dwa kroki za progiem musiałam się wrócić, bo zapomniałam kluczy, a przecież nie mogę zostawić dzieciaków otwartych . Zresztą potem sama nie wejdę …
Wyszłam ponownie, zamknęłam drzwi na wszystkie zamki, fakt wychodziłam tylko na chwilę, ale przezorny zawsze ubezpieczony – pomyślałam .
Zdążyłam zrobić kilka kroków, kiedy psa coś opętało, nie wiem Szatan nim zamiotał, czy co, ale jak wystartował, to pociągnął linkę i tyle go widziałam . Zauważyłam za to jakiegoś gościa w dżinsach, zielonych nike'ach, zielonej koszulce z napisem ' free hugs ', full capie na głowie, okularach na nosie i słuchawkach na uszach . Fakt, dopiero później to wszystko obczaiłam, ale wracając do sedna sprawy … Nasz kochany pies wystartował w stronę schodów i podciął nogi kolesiowi, który chyba był w tym czasie w innym świecie, bo nawet nie drgnął, tylko z hukiem wylądował na ziemi . Stanęłam jak wryta, zawał na miejscu, oczywiście z wrażenia powiedziałam pewne niecenzuralne, wszystkim dobrze znane słowa . W pierwszej chwili chciałam uciekać, co mnie on obchodzi, jego sprawa, trzeba było patrzeć, co się wokół niego dzieje . Ale po chwili, kiedy zobaczyłam, jak z jękiem zbiera się z parteru podeszłam do niego :
- Żyjesz ? - patrzałam na niego, a w głębi ducha myślałam sobie, iż to niezły wstyd .
- No niestety jeszcze tak, twoja próba uśmiercenia mnie się nie udała, polki są piękne, ale jednak okrutne – spojrzał na mnie z uśmiechem, a ja sama nie wiedziałam co się dzieje, bo koleś o mało nie stracił życia, a jest mu do śmiechu .
- Eee … żyjesz .. dobrze, że żyjesz, ale skąd wiesz … - nic nie rozumiałam, a on nawet nie dał mi skończyć, bezczelny jakiś !
- Przeklnęłaś po polsku, tamta blondyna przed tobą często to robiła, co się z nią stało, dzieciaki ją wykończyły ? - mówił to wszystko przy okazji wstając i gapiąc się na mnie . Musiałam zabawnie wyglądać, kiedy zastanawiałam się co tu robię i co w ogóle się dzieje .
- No niezupełnie … musiała na jakiś czas wrócić – patrzałam na niego jak na idiotę, a on się nabijał .
– Co cię tak bawi, przepraszam bardzo ? - spytałam już trochę wkurzona, bo to nie ukrywam wkurzające było, on śmiał się z mojego nieszczęścia …
- No, bo wiesz … rzadko spotykam laski, które się w pierwszej chwili nie chcą na mnie rzucić – no tak, nie dość, że go bawię, to jeszcze zaczyna być bezczelny !
- Po co niby miałabym się na ciebie rzucać ? Przez ciebie pies mi uciekł i będę miała przewalone – westchnęłam, a on dalej się śmiał – Ciebie serio to bawi ? - tym razem powiedziałam to w pełni wkurzona i wcale nie było mi do śmiechu .
- Nie no wybacz, ale nie gadaj, że nie wiesz, kim jestem ? - wtedy ściągnął okulary i już wiedziałam, z kim rozmawiam … Był to ten cały Niall z One Direction, super . Skąd on się tu w ogóle wziął i po co go spotykam ?!
- No dobra panie Horan – powiedziałam do niego tak, jakby w ogóle nie robił na mnie najmniejszego wrażenia (bo nie robił) – Mógłbyś być nawet papieżem, ale to nie zmienia faktu, że powinieneś uważać – spojrzałam na niego wymownie – Co ty tu w ogóle robisz, gdzie zgubiłeś kolegów – nie wiem dlaczego zaczęłam z nim tą konwersację, zamiast zająć się zgubą, ale już niech stracę .
- Mieszkam tu - odpowiedział wzruszając ramionami – Sam – spojrzał na mnie, jakby chciał mi powiedzieć, że mam wpaść do niego na herbatę .
- No pięknie … Teraz codziennie będziesz mi przynosił takiego pecha ? - spojrzałam na niego już tym razem lekko się uśmiechając, bo nie potrafię się długo złościć, tym bardziej, że zauważyłam, iż mój nowy znajomy trzyma się nadgarstek, który ucierpiał w upadku, więc chyba go boli …
- Nie, chyba nie – zaśmiał się i spojrzał w stronę schodów – No pięknie – skrzywił się, po czym spojrzał na mnie, a na schodach pojawiła się wiedźma z sąsiedztwa .
- Chyba coś zgubiłaś młoda damo – jakby tego było mało trzymała na rękach Bobbiego i wtedy pomyślałam, że już po mnie .
- Dziękuję – wyrwałam go z jej rąk – Do widzenia ! - powiedziałam stanowczo udając się w stronę windy, Niall chwilę się na mnie gapił po czym podbiegł do mnie, a w tym czasie wiedźma cały czas nas obserwowała . A dla Bobbiego wszystko było bez róznicy .
Weszliśmy do winy, drzwi się zamknęły, a chłopak nachylił się nade mną i szepnął mi do ucha :
- Nie lubi cię – no jakbym nie zauważyła …
- Ja jej też nie więc, niech spada – dojechaliśmy na dół, wyszliśmy z windy, zdążyłam po drodze ' naprawić ' smycz, więc ponownie zapięłam psa i wyszłam z klatki, czując na plecach spojrzenie . Było to spojrzenie Nialla, który stał w drzwiach i gapił się na mnie, więc się odwróciłam .
- No co ?! - zrobiłam wielkie oczy, chciałam żeby już się odczepił, nie chcę, żeby ktoś o mnie jutro pisał gdziekolwiek .
- Bo tak sobie pomyślałem, że skoro i tak wychodzę, a mam jeszcze trochę czasu, to mogę iść z tobą i z Bobbym na spacer – to mówiąc podchodził do mnie, a zamiast patrzeć na mnie gapił się na psa .
W głowie miałam myśl ' spadaj ', ale z grzeczności nie odmówiłam – No dobra, niech ci będzie, niech ja stracę, chodź … - wywróciłam oczami i ruszyłam przed siebie . Widząc jednak, że chłopak stoi obróciłam się – To idziesz, czy nie, bo ja w przeciwieństwie do ciebie nie mam czasu ! - w tej samej chwili ruszył za mną jak porażony . Haha był grzeczniejszy od psa xD

wtorek, 18 września 2012

. rozdział 4 .

Może źle nazwałam ten posiłek obiadem, bo to lunch, ale dla mnie o tej porze to obiad .
Usiedliśmy wszyscy do stołu, przy którym było osiem miejsc, więc stół był stosunkowo duży . W zasadzie oprócz talerzy, kubków, sztućców i jakichś tam serwetek nic więcej na nim nie było . Ale wracając do tematu samego jedzenia, nie pytajcie nawet co jedliśmy … Wydaje mi się, iż jakieś pieczone ziemniaki z serem, czy coś w ten deseń, jakoś się nad tym nie skupiłam, ponieważ musiałam zakodować wszystkie informacje, które Claire przekazywała mi w czasie posiłku i chociaż udawać, że wszystko do mnie dociera, wszystko rozumiem i w stu procentach opanuję … Nie będę tu opowiadać o czym mówiła, bo to zupełnie nie ma sensu, postaram się do wszystko grzecznie wdrożyć w życie .
Powiem szczerze przy jedzeniu panował taki chaos, że zastanawiałam się nad tym jak ja to ogarnę, kiedy dzieciaki zostaną ze mną same bez mamy . A co nazywam chaosem ? Bliźniaki zamiast jeść karmiły psa pod stołem, nasz aniołeczek bawił się jedzeniem, grzebał w talerzu, a w zasadzie nic do ust nie włożył . A Olivier ? Pisał smsy i przełączał programy w tv . Coś czuję, że tak zwany dom wariatów się tu szykuje ze mną w roli głównej .
Posiłek bardzo szybko się skończył, bo też Claire spieszyła się z powrotem do pracy . Ostatnie zdanie jakie do mnie powiedziała to prośba o pozmywanie naczyń i :
- Wiem, że sobie poradzisz, powodzenia – wypowiedziała je z taką miną, że przez chwilę nawet w nie uwierzyłam .
Oczywiście dzieci też dostały instrukcję w postaci ' bądźcie grzeczni ' - już to widzę …
Poinformowała nas także, że razem z mężem wróci wieczorem, a ja osobiście chciałabym wiedzieć, co to jej ' wieczorem ' oznacza, bo wieczór długi, a ja już mam dość na dziś .
W końcu weszła, więc wzięłam głęboki oddech i zanim zdążyłam mrugnąć Olivier powiedział tylko :
- Wychodzę z psem – miło, że mnie chociaż o tym poinformował, bo zanim to w ogóle do mnie dotarło, on był już za drzwiami . Pierwsza myśl jaka mi wtedy przyszła do głowy, to żeby wrócił, bo inaczej będę miała przechlapane .
- Dobra dzieciaki zajmijcie się czymś, a ja pozmywam – zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że te słowa mogły mnie pogrążyć, już nie mówiąc o tym, co czułam jak nagle pomyślałam sobie, co mogą zrozumieć poprzez moje słowa, ale byłam dobrej myśli .
Tak jak mnie proszono posprzątałam w kuchni i dziwiło mnie, że podczas pracy w domu było cicho, jak makiem zasiał . Na początku trochę się zdenerwowałam, ale kiedy weszłam do pokoju chłopaków wszystko było jasne – spali . Czaicie to ? Dzieci same poszły spać po jedzeniu ! Byłam po prostu w totalnym szoku, więc po chichu zamknęłam za sobą drzwi i tak ich zostawiłam z nadzieją, że nie udają . Następnie udałam się do pokoju Chloe, chociaż w zasadzie mogłabym powiedzieć, że do swojego . Tam młoda też była zajęta sobą, przeglądając (jak się potem dowiedziałam) jakieś pisemka dla nastolatek .
- Co tam czytasz ciekawego ? - wierzcie mi, że żałowałam, iż zadałam to pytanie, bo kiedy zaczęła mi opowiadać o tym wszystkim, co jest w tej gazecie nie wierzyłam własnym uszom, z wrażenia aż musiałam usiąść, a ona dalej nawijała jak katarynka, tyle że z sekundy na sekundę z coraz większą pasją .
- No co ? - nagle spytała patrząc na mnie rozbawiona, jakbym była z innej planety
- Nie w sumie to nic, tylko dziwię się, że osoba w twoim wieku czyta takie … chciałam powiedzieć coś co było bankowo nie na miejscu, więc ostatecznie użyłam słowa ' rzeczy ' - a coś innego oprócz tego czytasz ? - spojrzałam na nią badawczo z nadzieją, że jednak nie jest do końca zepsuta, wtedy moim oczom ukazało się coś pięknego .
- To czytam – z dumą wskazała mi na regał, którego szczerze mówiąc wcześniej nie zauważyłam, a było na nim mnóstwo książek, głównie fantasy – W zasadzie większość z nich jest od brata, dostawał je na różne okazje, ale nie przepada za czytaniem, tylko udaje – zachichotała robiąc przy tym tak zabawną minę, że samej zachciało mi się śmiać, a po głowie przeszła mi kolejny raz myśl, że niezły z niego cwaniak .
Nie uwierzycie, ale przegadałam z tą małą sporo czasu i stwierdzam, że mogłaby być moją siostrą, miałabym wesołe życie . W sumie rozmawiałyśmy do momentu, kiedy chłopcy się nie obudzili, nie wparzyli z krzykiem do salonu i nie włączyli głośno telewizora . Jak się dowiedziałam chcieli zobaczyć swoją ulubioną bajkę . Wtedy przyszło mi na myśl, że nie powinni tam być sami, więc z Chloe przeniosłyśmy się do salonu i w tym samym momencie (na moje szczęście) wrócił Olivier . Nie zdziwiło mnie, że nic nie powiedział, tylko rozpiął psa i poszedł do siebie . Przy okazji zahaczył jeszcze o lodówkę, wyciągając z niej jakieś batoniki i oczywiście, kiedy rodzeństwo to zobaczyło natychmiast na stole w salonie zrobiła się cukiernia .
Nie ukrywam w pierwszej chwili chciałam do niego iść i porozmawiać, ale po głębszym namyśle stwierdziłam, że to nie ma najmniejszego sensu i zostałam z młodszym rodzeństwem w salonie . To było dość ciekawe doświadczenie i dużo się o nich w tym czasie dowiedziałam, oni o mnie także . Przynajmniej dowiedzieli się tego, czego chcieli, pytając mnie na przykład czy założyłabym różowe buty do zielonych spodni i czy lubię Baranka Shauna .
Czas szybko upłynął, a rodzice wrócili . Dla informacji ' wieczorem ' w tym wypadku oznaczało coś koło 18:OO, ale nie pamiętam dokładnie, nie skupiałam się nad tym … Kiedy w drzwiach stanął Harry – głowa rodziny nie powiem, zaczęłam się bać . Nie, żeby mnie przerażał, tylko poczułam dziwny respekt .
W skrócie wszystko wtedy wyglądało tak, że z dzieciakami ogarnęłam salon, po czym wszyscy usiedliśmy przy stole do kolacji, którą była ryba z frytkami . Po posiłku dzieciaki poszły do siebie, a ja miałam zostać, więc od razu się przeraziłam, że będzie jakaś ciężka rozmowa, ale tu Was zdziwię, bo było całkiem miło . Harry wcale nie jest taki straszny, jak mogłoby się wydawać i ogółem jakoś tak niczym się nie przejmuje . Nawet znalazłam w nim bratnią duszę ; )
Jeśli chodzi o późny wieczór to spędziłam go najpierw na czytaniu bajki maluchom, następnie odwiedziłam łazienkę i na końcu poszłam do siebie i wreszcie miałam chwilę czasu na otworzenie laptopa . Nie chciało mi się grzebać w internecie, więc zrobiłam tylko to, co miałam zrobić i sprawdziłam pocztę . Oczywiście Karola była ciekawa, jak jest i rzecz jasna z takim pytaniem dostałam maila . Napisała też, że cieszy się z pobytu w domu i bardzo mi dziękuję, że to dla niej robię . Od razu zrobiło mi się ciepło na sercu i zachciało mi się wszystkiego . Odpisałam jej już tak w skrócie, bo nie chciałam przeszkadzać młodej, a widziałam, że już smacznie śpi . Zamknęłam lapka i sama wzięłam z niej przykład .

poniedziałek, 17 września 2012

. rozdział 3 .

Szczerze mówiąc myślałam, że dłużej jej to zajmie, albowiem jej torba była ogromna, dosłownie ogromna . Żeby było zabawniej pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy była taka, że klucze wcale nie są w torebce, a w jakiejś kieszeni, albo w teczce, która podejrzewam przyniosła z pracy .
Ale dość już o kluczach, w końcu się znalazły, trafiły do wszystkich dziurek na nie przeznaczonych, a drzwi się przede mną otworzyły .
Co zobaczyłam ? Nic . Cisza, spokój, żywego ducha . Dla sprostowania na początku tak myślałam, dopóki przed oczy nie wyskoczyła mi czwórka dzieciaków i pies rasy beagle . W pierwszej chwili myślałam, że cała piątka zabije mnie wzrokiem, ale na szczęście (albo i nie) nagle zaczęli się uśmiechać i rzucili na mnie (dosłownie) z powitaniem . To nawet było miłe .
Dzieci to wasza nowa opiekunka – Claire z taką łatwością i beztroską powiedziała te słowa puszczając mi przy tym oczko, że trochę mnie to przeraziło, ten obcy kraj, odpowiedzialność za cudze dzieci no i psa oczywiście, a ona jakby w ogóle się tym nie przejmowała, jakby z góry była pewna, że sobie poradzę, podziwiam ją za to . Większość rodziców chyba umarłoby ze strachu, jakby mieli komuś powierzyć swoje dzieci .
Może teraz trochę o dzieciakach, bo na razie wspomniałam tylko, że jest ich czworo – trzech chłopców i dziewczynka . Już na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, z czym będę miała do czynienia przez najbliższe miesiące .
Chloe, dziewczynka z pozoru jak taki mały aniołek – blond włosy, niebieskie oczy, uroczy uśmiech, ale tak naprawdę to taki mały diabełek, który tylko czeka na to, jakby tu być wyniesionym na ołtarze . Oczywiście bez przesady nie jest jakimś złem wcielonym, ale dużo jej nie brakuje .
Daniel i David – małe bliźniaki, które już na wstępie zadały mi tyle pytań, że nie dość, iż połowy nawet nie zdążyłam zakodować, to gdzie tu jeszcze mówić o jakiejkolwiek odpowiedzi . W sumie to odpowiedziałam tylko jak się nazywam, ale nikt nie potrafił wypowiedzieć mojego imienia, więc z Małgorzaty, względnie Gosi zostałam Meg .
Mówiłam, że jest czwórka i ostatnim, najstarszym z rodzeństwa jest Olivier . Nie powiem, pewnie dziewczęta w jego wieku na niego lecą, bo ładny, nie ukrywam, ciemne włosy, ciemne oczy . Od początku cały czas patrzył na mnie tymi swoimi oczętami, jakby chciał powiedzieć całemu światu ' nikt nie będzie mnie niańczył, a już na pewno nie ona ' . Kurcze mam nadzieję, że się z nim jakoś dogadam, bo inaczej miło nie będzie .
Byłbym zapomniała jest jeszcze Bobby, który tak właściwie przyszedł się przywitać, zaszczekał, obwąchał mnie i sobie poszedł .
A tak z innej beczki, bo nie wspomniałam nic o wnętrzu . W zasadzie było urządzone w stylu śródziemnomorskim, co szczerze mówiąc zdziwiło mnie w centrum Londynu . Wszystko w jasnych barwach, odcieniach bieli, niebieskiego, szarości i zieleni, ogromne przestrzenie . Kuchnia połączona z jadalnią i salonem . Oprócz tego była sypialnia państwa Hall, w której nie byłam i pokoje dzieciaków, dokładniej dwa, jeden dla chłopców, drugi dla Chloe, w którym miałam mieszkać ja - ciekawe połączenie . Jednak zdziwiło mnie to, że w tym domu jest jedna łazienka i nikt z tego powodu nie protestuje .
W sumie to na tyle, poszłam do pokoju naszego małego aniołeczka, żeby tak szybciutko się rozlokować i w międzyczasie zbadać teren . Kiedy weszłam do środka w zasadzie się nie zdziwiłam, był to pokój księżniczki . Chociaż żadnych jednorożców i tym podobnych nie było, ale dominował róż . W sumie nie mogę narzekać, bo lubię ten kolor . Jedyne co mnie przeraziło to wszystko ' udekorowane ' gadżetami z wizerunkiem One Direction … Boże to dziecko ma dopiero osiem lat, a już tak za nimi szaleję, co takie dziecko w nich widzi ? Nie wspomniałam w sumie, że to Chloe ugościła mnie w swoim królestwie i pokazała łóżko, na którym będę spać, nie powiem, jest całkiem wygodne ;)
Kiedy ogarniałam wszystko mała cały czas mnie obserwowała, kiedy nagle podeszła, usiadła na moim łóżku i ku mojemu zdziwieniu przemówiła do mnie :
- Wydajesz się fajna, wiesz ? - spojrzała na mnie i w taki sposób się uśmiechnęła, że trudno było tego uśmiechu nie odwzajemnić . Nic jeszcze nie odpowiedziałam, kiedy zadała drugie pytanie - Boisz się ? - jednak tym razem nawet jakbym chciała i była w stanie, to nie zdążyłabym nic odpowiedzieć, bo Claire zawołała nas do stołu na obiad rzecz jasna .

poniedziałek, 3 września 2012

. rozdział 2 .

Ołł … gdzie ja jestem i co tu robię ? No tak, samolot do Londynu … Ta miła stewardessa, która miała się mną opiekować właśnie mnie obudziła i powiedziała, że niedługo lądujemy . Nie uwierzycie, ale śnił mi się Hitler ! Czytałam kiedyś w senniku, że podobno sny o nim oznaczają, że będzie się długo żyć, ale czy aby ja na pewno tego chcę ?
Przed podróżą stwierdziłam, że porobię jakieś zdjęcia z lotu, ale coś nie wyszło .
Ale wracając do sedna sprawy i mojej podróży to stwierdzam, iż minęła bardzo szybko, lądowanie było bezpieczne, nikt po drodze nie porwał, ani nie wysadził samolotu .
Nie będę przynudzać o kolejnej odprawie, powiem tylko że cała i zdrowa, z wszystkimi bagażami spotkałam się na lotnisku z Claire . Okazało się, że grzecznie tam na mnie czeka i powitała mnie z promiennym uśmiechem na twarzy, więc to chyba dobrze ? Nawet nie mówiła nic na temat ilości bagażu, powiedziała tylko :
- Witam cię kochanie w Londynie – poczułam się wtedy, jakby była moją rodzona, wymarzoną matką …
Jedyne co mi pozostało w tej sytuacji to uśmiechnąć się i grzecznie odpowiedzieć ' dzień dobry ', bo tak na dobrą sprawę jeszcze wtedy nie wiedziałam, czy mogę mówić coś więcej i w jaki sposób .
Początkowo plan był taki, że czekamy na jej męża, ale chwilę później się zmienił i okazało się, że jedziemy do domu same .
Podczas podróży, która trwała może z 15 minut nie dowiedziałam się niczego nowego, czego bym do tej pory nie wiedziała . Karo codziennie kilka razy dziennie opisywała mi wszystko co się dzieje w jej życiu, pracy i w rodzinie państwa Hall . Zauważyłam też, iż to działa w obie strony i szczerze mówiąc okazało się, że znają mnie tu lepiej, niż ja sama siebie .
Claire strasznie dużo mówiła i miała bardzo przyjemny i ciepły to głosu, a już na wstępie stwierdziła, że mam jej mówić po imieniu .
Przy okazji wiecie, że lotnisko City Airport w Londynie to lotnisko biznesowe . Fajny szpan lądować na takim .
A tak z innej beczki … Wszystko, co Karolina mówiła na jej temat jak na razie wydaje się być prawdziwe, bo jest dla mnie mega miła, czego szczerze mówiąc się nie spodziewałam .
Jeżeli mam być szczera, to już po kilku minutach rozmawiałam z nią jak z najlepszą kumpelą – o wszystkim i na luzie .

Wreszcie dojechałyśmy pod dom . A w zasadzie na parking podziemny apartamentowca, w którym mieszkali . Nie, żebym miała coś przeciwko, ale wyglądało to tak, jakbyśmy stanęły na jakimś zamkniętym dziedzińcu arabskiego zamku, które pokazują w filmach, szok . Już się boję, co zastanę w mieszkaniu .
A mieszkanie ? Winda zawiozła nas na trzynaste piętro, wszystkie korytarze były zamiast ścian przeszklone tak, jak to widać w biurowcach na amerykańskich filmach . Czy tu w ogóle można mieszkać ? Widać, można .
Byłam bardzo ciekawa jak jest w środku mieszkania, bo Karo zawsze pisała, że w sumie zwyczajnie, stylowo ale zwyczajnie .
Wreszcie stanęłyśmy pod drzwiami z numerem 123, a Claire zaczęła szukać kluczy w torebce – typowo kobiecy ruch .

piątek, 31 sierpnia 2012

. rozdział 1 .

Matko Boska jest początek czerwca, a ja wstaję o 5:00 rano tylko i wyłącznie dlatego, bo mamusia nie daje mi dłużej pospać … Kurcze rozumiem, że gdybym miała 12 lat to mogę być nie odpowiedzialna, ale mam 21, więc chyba rozumiem, iż muszę wstać na tyle wcześnie, aby zdążyć .
W zasadzie wszystko co mam zamiar ze sobą zabrać (a jest tego serio dużo, aż sama nie wierzę) mam już spakowane . Teraz tylko pozostaje pożegnać się z mamą i wujkiem, bo zaraz schodzę na dół, żeby mama Karoliny mogła mnie przy okazji zabrać na lotnisko .
Jeszcze tylko ostatni raz rozejrzę się dookoła, żeby przypadkiem czegoś nie zapomnieć, bo poczta z polski za granicę droga .

Widać mama Karoliny jest dzisiaj szczęśliwa, że wraca, bo pierwszy raz od dłuższego czasu widzę ją uśmiechniętą, a to kolejny argument przemawiający za tym, że dobrze robię .
Od kiedy wsiadłyśmy do samochodu cały czas się uśmiecha, a co dopiero będzie na lotnisku .
Nie lubię lotnisk … w zasadzie nie lubię tego niecodziennego gwaru i hałasu, marzę tylko o tym, żeby oczekiwany samolot już wylądował, a ja odleciała .

Wreszcie nadszedł długo wyczekiwany przez nas moment i zobaczyłyśmy Karo idącą w naszą stronę . Wprawdzie była uśmiechnięta, ale w jej oczach było widać smutek, przynajmniej ja widziałam … Od razu ją przytuliłam i zapytałam jak się trzyma, stwierdziła że jakoś, więc nie pytałam dalej . Przywitała się z mamą, ale tak na dobrą sprawę nie mogłyśmy dłużej pogadać bo samolot, którym przyleciała miał opóźnienie, a ja żeby było śmieszniej leciałam tym samym z powrotem za nią . Oczywiście odprawę i te sprawy już przeszłam, więc znowu się pożegnałyśmy i pobiegłam, żeby przypadkiem jak to do mnie podobne się nie spóźnić .
Rzecz jasna w samolocie nie przywitał mnie Harry, bo siedział za sterem, ale za to miałam przyjemność ogarnąć wszystko z całkiem miłą stewardessą, która jak się okazało wiedziała doskonale kim jestem i co ze mną zrobić .
Powiem szczerze miło się opowiada, ale jeszcze milej się śpi, więc skoro pilot robi swoje, to ja udaję się w krainę marzeń ...

czwartek, 30 sierpnia 2012

. prolog .

Ja zwariowałam, kompletnie zwariowałam ! Chociaż nie … to Karolina zwariowała ! Rozumiem, że chciałam zmieniać swoje życie i w ogóle, ale żeby od razu robić ze mnie nianię i to jeszcze w jakiejś londyńskiej dziurze ?! Przesadziła i zabiję ją jak tylko spotkamy się na lotnisku .
Chociaż z drugiej strony muszę przyznać, że cieszę się, iż wyjeżdżam z tego jakże przyszłościowego kraju … Fakt to tylko cztery miesiące, ale zawsze daleko stąd . Oczywiście mamusia jest niezadowolona, ale ona nigdy z niczego zadowolona nie była . Liczy się raczej to, że Karo będzie mogła na ten czas wrócić i wszystko poukładać, a raczej poskładać do kupy …
Są też plusy . Polecę sobie samolotem w roli vipa, więc mogę sobie zabrać bagażu ile mi się żywnie podoba, a to w moim przypadku będzie bardzo pomocne . Do tego zakupy w Londynie, stadion Arsenalu i takie tam inne badziewia, siódme niebo wręcz .
No, ale oczywiście jak to ja zamiast robić coś konkretnego i pożytecznego to zajmuję się bzdurami i opisuję jakże to ciekawe przemyślenia związane z wyjazdem na obczyznę . Czas się dopakować, ogarnąć system, przejrzeć neta i spać, bo ktoś genialny wymyślił samolot o 8:00 rano … Swoją drogą dobrze, że nie żaden nocny .
Mam nadzieję, że to wszystko jest dobre ...