Kiedy następnego dnia się obudziłam
nie wiedziałam gdzie jestem i w pierwszej chwili w ogóle myślałam,
że dalej śpię, ale szybko ogarnęłam wszystko . Była sobota,
dziewiąta rano . Młoda spała, więc zwlekłam się z łóżka i
weszłam na chwilę do okna, a tam w oknie po drugiej stronie jakaś
starsza kobieta z filiżanką w ręce gapiła się na mnie . W
pierwszej chwili sama zaczęłam się na nią gapić, bo było
wcześnie, dopiero wstałam i średnio wiedziałam, co robię .
Jednak szybko doszłam do siebie i wyszłam z okna, zamykając jej je
przed można powiedzieć oczami . Ku mojemu nieszczęściu zamykające
okno trzasnęło trochę i mimo, że cały dom spał, to młoda się
obudziła . Pięknie …
- Człowieku co jest ? - wysunęła
głowę spod kołdry patrząc na mnie – Która w ogóle godzina i
co ty robisz, wiedźma patrzy … - była tak zaspana, że
wypowiadała te słowa, jakby była naćpana .
- Nic, chciałam zamknąć okno,
przepraszam … - bałam się, że zaraz na mnie wyskoczy – Jest
dziewiąta, jaka znowu wiedźma ? - spytałam, jakbym się nie
domyśliła, że chodzi o tego wścibskiego babsztyla .
- No pani
Wood przecież, a kto, tylko ona gapi się całymi dniami do cudzych
mieszkań – Chloe wywróciła zabawnie oczami i wsunęła nos z
powrotem pod kołdrę mrucząc coś, z czego zrozumiałam tylko '
dobranoc ' .
Zorientowałam się, że poszła z powrotem spać,
więc ja poszłam najpierw do łazienki . Wychodząc z pokoju
zauważyłam, że wszyscy jeszcze śpią, więc zerknęłam tylko po
cichu do pokoju chłopaków, żeby się upewnić, po czym udałam się
upodabniać do ludzi .
Wychodząc z łazienki spojrzałam na
kartkę przypiętą na lodówce, z instrukcjami Claire . Było tam
napisane w zasadzie tylko to, że Oliviera już nie ma w domu, a na
śniadanie mam dzieciakom zrobić tosty . Zanim się jednak za nie
zabrałam sama zrobiłam sobie herbatę, bo bez niej jakoś nie
potrafię rozpoczynać dnia …
Powiem szczerze, że te dzieciaki chyba
czytają mi w myślach, bo już chciałam je wołać, żeby wstały i
przyszły zjeść, a tymczasem one wbiegły do kuchni z radosnymi
okrzykami porannego powitania i grzecznie usiadły przy stole .
Jadły, aż im się uszy trzęsły, a największy plus tego był
taki, że nic nie mówiły . Po śniadaniu nawet nasz aniołeczek
zaproponował, że chce pozmywać . W pierwszej chwili pomyślałam,
że nie mogę wykorzystywać dziecka, ale z drugiej strony, niech się
cieszy, a ja zajmę się chłopcami . Zajmę w takim sensie, że
przecież trzeba nadzorować ich nie tylko zabawę i jedzenie, ale
także poranną toaletę, ubranie i sprzątanie . Wiadomo, umieli to
robić wręcz doskonale, ale ręka osoby dorosłej nigdy nie jest
zbędna .
Akurat zdążyli wszystko sprawnie
zrobić, a Chloe pięknie posprzątała w kuchni.
- No, jestem pod wrażeniem –
spojrzałam na nią uśmiechając się z dumą, jakby była co
najmniej moją siostrą .
- Ma się tą wprawę – odpowiedziała
mi z takim akcentem, jakby mówiła słynne ' hello ', po czym
odwróciła się niemal na pięcie i poszła do pokoju, a ja do
chłopaków . Wtedy poinformowała mnie, że nie muszę tego robić,
oni zajmą się sobą, a ja lepiej mam wyjść z psem . Wtedy
pomyślałam – kurcze pies ! Na śmierć zapomniałam !
Nie
miałam wyjścia, musiałam najpierw go nakarmić, potem zająć się
innymi sprawami . Tak szczerze mówiąc to nawet nie zauważył, czy
ma jedzenie w misce, czy go nie ma, bo smacznie sobie spał, olewając
wszystko i wszystkich . Ale żeby nie było, że znęcam się nad
zwierzętami, a potem pójdę siedzieć, to dałam mu jeść, nalałam
wody i poszłam do ' siebie ' . A tam ? Młoda już siedziała przed
komputerem i słuchała muzyki, śpiewając przy tym . Akurat miałam
tego pecha i weszłam na Biebera, więc chciałam jak najprędzej
stamtąd wyjść . Muszę wspomnieć, że dzień był jak na Londyn
ciepły i słoneczny, a ja miałam na sobie spodenki i jakiś tam
t-shirt jeden z wielu . Ubrałam tylko trampki – są różowe i tak
strasznie podobają się Chloe, że stwierdziła, iż sama chce takie
mieć . Jestem pewna, że gdyby nie to, iż mam większą nogę od
niej chodziła by w nich częściej, niż ja . Oprócz butów
włożyłam do kieszeni też telefon z podłączonymi słuchawkami i
pomadkę, bez nich się nigdzie nie ruszam .
- Dobra bądź tu grzeczna, pilnuj
braci, a ja zabieram Bobbiego na spacer – spojrzałam na nią, a
ona nawet nie patrząc na mnie odpowiedziała ' jasne ', tak była
zajęta .
Wyszłam z pokoju, zawołałam psa, który opornie się
zwlekał, przy okazji jedząc jeszcze ' szybkie ' śniadanie . Ja w
międzyczasie założyłam słuchawki i włączyłam muzykę, która
akurat zaczęła się dziś od Boba Marleya . W końcu Bobby łaskawie
do mnie przyszedł i mogłam go zapiąć w jego jakże piękną,
srebrną, łańcuszkową linkę . Widać było, że na tym psie
kompletnie nic nie robi wrażenia, dziwny w ogóle jest .
Nareszcie wyszliśmy i już dwa kroki
za progiem musiałam się wrócić, bo zapomniałam kluczy, a
przecież nie mogę zostawić dzieciaków otwartych . Zresztą potem
sama nie wejdę …
Wyszłam ponownie, zamknęłam drzwi na
wszystkie zamki, fakt wychodziłam tylko na chwilę, ale przezorny
zawsze ubezpieczony – pomyślałam .
Zdążyłam zrobić kilka kroków,
kiedy psa coś opętało, nie wiem Szatan nim zamiotał, czy co, ale
jak wystartował, to pociągnął linkę i tyle go widziałam .
Zauważyłam za to jakiegoś gościa w dżinsach, zielonych nike'ach,
zielonej koszulce z napisem ' free hugs ', full capie na głowie,
okularach na nosie i słuchawkach na uszach . Fakt, dopiero później
to wszystko obczaiłam, ale wracając do sedna sprawy … Nasz
kochany pies wystartował w stronę schodów i podciął nogi
kolesiowi, który chyba był w tym czasie w innym świecie, bo nawet
nie drgnął, tylko z hukiem wylądował na ziemi . Stanęłam jak
wryta, zawał na miejscu, oczywiście z wrażenia powiedziałam pewne
niecenzuralne, wszystkim dobrze znane słowa . W pierwszej chwili
chciałam uciekać, co mnie on obchodzi, jego sprawa, trzeba było
patrzeć, co się wokół niego dzieje . Ale po chwili, kiedy
zobaczyłam, jak z jękiem zbiera się z parteru podeszłam do niego
:
- Żyjesz ? - patrzałam na niego, a w głębi ducha myślałam
sobie, iż to niezły wstyd .
- No niestety jeszcze tak, twoja
próba uśmiercenia mnie się nie udała, polki są piękne, ale
jednak okrutne – spojrzał na mnie z uśmiechem, a ja sama nie
wiedziałam co się dzieje, bo koleś o mało nie stracił życia, a
jest mu do śmiechu .
- Eee … żyjesz .. dobrze, że żyjesz,
ale skąd wiesz … - nic nie rozumiałam, a on nawet nie dał mi
skończyć, bezczelny jakiś !
- Przeklnęłaś po polsku, tamta
blondyna przed tobą często to robiła, co się z nią stało,
dzieciaki ją wykończyły ? - mówił to wszystko przy okazji
wstając i gapiąc się na mnie . Musiałam zabawnie wyglądać,
kiedy zastanawiałam się co tu robię i co w ogóle się dzieje .
-
No niezupełnie … musiała na jakiś czas wrócić – patrzałam
na niego jak na idiotę, a on się nabijał .
– Co cię tak
bawi, przepraszam bardzo ? - spytałam już trochę wkurzona, bo to
nie ukrywam wkurzające było, on śmiał się z mojego nieszczęścia
…
- No, bo wiesz … rzadko spotykam laski, które się w
pierwszej chwili nie chcą na mnie rzucić – no tak, nie dość, że
go bawię, to jeszcze zaczyna być bezczelny !
- Po co niby
miałabym się na ciebie rzucać ? Przez ciebie pies mi uciekł i
będę miała przewalone – westchnęłam, a on dalej się śmiał –
Ciebie serio to bawi ? - tym razem powiedziałam to w pełni wkurzona
i wcale nie było mi do śmiechu .
- Nie no wybacz, ale nie gadaj,
że nie wiesz, kim jestem ? - wtedy ściągnął okulary i już
wiedziałam, z kim rozmawiam … Był to ten cały Niall z One
Direction, super . Skąd on się tu w ogóle wziął i po co go
spotykam ?!
- No dobra panie Horan – powiedziałam do niego tak,
jakby w ogóle nie robił na mnie najmniejszego wrażenia (bo nie
robił) – Mógłbyś być nawet papieżem, ale to nie zmienia
faktu, że powinieneś uważać – spojrzałam na niego wymownie –
Co ty tu w ogóle robisz, gdzie zgubiłeś kolegów – nie wiem
dlaczego zaczęłam z nim tą konwersację, zamiast zająć się
zgubą, ale już niech stracę .
- Mieszkam tu - odpowiedział
wzruszając ramionami – Sam – spojrzał na mnie, jakby chciał mi
powiedzieć, że mam wpaść do niego na herbatę .
- No pięknie
… Teraz codziennie będziesz mi przynosił takiego pecha ? -
spojrzałam na niego już tym razem lekko się uśmiechając, bo nie
potrafię się długo złościć, tym bardziej, że zauważyłam, iż
mój nowy znajomy trzyma się nadgarstek, który ucierpiał w upadku,
więc chyba go boli …
- Nie, chyba nie – zaśmiał się i
spojrzał w stronę schodów – No pięknie – skrzywił się, po
czym spojrzał na mnie, a na schodach pojawiła się wiedźma z
sąsiedztwa .
- Chyba coś zgubiłaś młoda damo – jakby tego
było mało trzymała na rękach Bobbiego i wtedy pomyślałam, że
już po mnie .
- Dziękuję – wyrwałam go z jej rąk – Do
widzenia ! - powiedziałam stanowczo udając się w stronę windy,
Niall chwilę się na mnie gapił po czym podbiegł do mnie, a w tym
czasie wiedźma cały czas nas obserwowała . A dla Bobbiego wszystko
było bez róznicy .
Weszliśmy do winy, drzwi się zamknęły, a
chłopak nachylił się nade mną i szepnął mi do ucha :
- Nie
lubi cię – no jakbym nie zauważyła …
- Ja jej też nie
więc, niech spada – dojechaliśmy na dół, wyszliśmy z windy,
zdążyłam po drodze ' naprawić ' smycz, więc ponownie zapięłam
psa i wyszłam z klatki, czując na plecach spojrzenie . Było to
spojrzenie Nialla, który stał w drzwiach i gapił się na mnie,
więc się odwróciłam .
- No co ?! - zrobiłam wielkie oczy,
chciałam żeby już się odczepił, nie chcę, żeby ktoś o mnie
jutro pisał gdziekolwiek .
- Bo tak sobie pomyślałem, że skoro
i tak wychodzę, a mam jeszcze trochę czasu, to mogę iść z tobą
i z Bobbym na spacer – to mówiąc podchodził do mnie, a zamiast
patrzeć na mnie gapił się na psa .
W głowie miałam myśl '
spadaj ', ale z grzeczności nie odmówiłam – No dobra, niech ci
będzie, niech ja stracę, chodź … - wywróciłam oczami i
ruszyłam przed siebie . Widząc jednak, że chłopak stoi obróciłam
się – To idziesz, czy nie, bo ja w przeciwieństwie do ciebie nie
mam czasu ! - w tej samej chwili ruszył za mną jak porażony . Haha
był grzeczniejszy od psa xD