wtorek, 25 września 2012

. rozdział 5 .

Kiedy następnego dnia się obudziłam nie wiedziałam gdzie jestem i w pierwszej chwili w ogóle myślałam, że dalej śpię, ale szybko ogarnęłam wszystko . Była sobota, dziewiąta rano . Młoda spała, więc zwlekłam się z łóżka i weszłam na chwilę do okna, a tam w oknie po drugiej stronie jakaś starsza kobieta z filiżanką w ręce gapiła się na mnie . W pierwszej chwili sama zaczęłam się na nią gapić, bo było wcześnie, dopiero wstałam i średnio wiedziałam, co robię . Jednak szybko doszłam do siebie i wyszłam z okna, zamykając jej je przed można powiedzieć oczami . Ku mojemu nieszczęściu zamykające okno trzasnęło trochę i mimo, że cały dom spał, to młoda się obudziła . Pięknie …
- Człowieku co jest ? - wysunęła głowę spod kołdry patrząc na mnie – Która w ogóle godzina i co ty robisz, wiedźma patrzy … - była tak zaspana, że wypowiadała te słowa, jakby była naćpana .
- Nic, chciałam zamknąć okno, przepraszam … - bałam się, że zaraz na mnie wyskoczy – Jest dziewiąta, jaka znowu wiedźma ? - spytałam, jakbym się nie domyśliła, że chodzi o tego wścibskiego babsztyla .
- No pani Wood przecież, a kto, tylko ona gapi się całymi dniami do cudzych mieszkań – Chloe wywróciła zabawnie oczami i wsunęła nos z powrotem pod kołdrę mrucząc coś, z czego zrozumiałam tylko ' dobranoc ' .
Zorientowałam się, że poszła z powrotem spać, więc ja poszłam najpierw do łazienki . Wychodząc z pokoju zauważyłam, że wszyscy jeszcze śpią, więc zerknęłam tylko po cichu do pokoju chłopaków, żeby się upewnić, po czym udałam się upodabniać do ludzi .
Wychodząc z łazienki spojrzałam na kartkę przypiętą na lodówce, z instrukcjami Claire . Było tam napisane w zasadzie tylko to, że Oliviera już nie ma w domu, a na śniadanie mam dzieciakom zrobić tosty . Zanim się jednak za nie zabrałam sama zrobiłam sobie herbatę, bo bez niej jakoś nie potrafię rozpoczynać dnia …
Powiem szczerze, że te dzieciaki chyba czytają mi w myślach, bo już chciałam je wołać, żeby wstały i przyszły zjeść, a tymczasem one wbiegły do kuchni z radosnymi okrzykami porannego powitania i grzecznie usiadły przy stole . Jadły, aż im się uszy trzęsły, a największy plus tego był taki, że nic nie mówiły . Po śniadaniu nawet nasz aniołeczek zaproponował, że chce pozmywać . W pierwszej chwili pomyślałam, że nie mogę wykorzystywać dziecka, ale z drugiej strony, niech się cieszy, a ja zajmę się chłopcami . Zajmę w takim sensie, że przecież trzeba nadzorować ich nie tylko zabawę i jedzenie, ale także poranną toaletę, ubranie i sprzątanie . Wiadomo, umieli to robić wręcz doskonale, ale ręka osoby dorosłej nigdy nie jest zbędna .
Akurat zdążyli wszystko sprawnie zrobić, a Chloe pięknie posprzątała w kuchni.
- No, jestem pod wrażeniem – spojrzałam na nią uśmiechając się z dumą, jakby była co najmniej moją siostrą .
- Ma się tą wprawę – odpowiedziała mi z takim akcentem, jakby mówiła słynne ' hello ', po czym odwróciła się niemal na pięcie i poszła do pokoju, a ja do chłopaków . Wtedy poinformowała mnie, że nie muszę tego robić, oni zajmą się sobą, a ja lepiej mam wyjść z psem . Wtedy pomyślałam – kurcze pies ! Na śmierć zapomniałam !
Nie miałam wyjścia, musiałam najpierw go nakarmić, potem zająć się innymi sprawami . Tak szczerze mówiąc to nawet nie zauważył, czy ma jedzenie w misce, czy go nie ma, bo smacznie sobie spał, olewając wszystko i wszystkich . Ale żeby nie było, że znęcam się nad zwierzętami, a potem pójdę siedzieć, to dałam mu jeść, nalałam wody i poszłam do ' siebie ' . A tam ? Młoda już siedziała przed komputerem i słuchała muzyki, śpiewając przy tym . Akurat miałam tego pecha i weszłam na Biebera, więc chciałam jak najprędzej stamtąd wyjść . Muszę wspomnieć, że dzień był jak na Londyn ciepły i słoneczny, a ja miałam na sobie spodenki i jakiś tam t-shirt jeden z wielu . Ubrałam tylko trampki – są różowe i tak strasznie podobają się Chloe, że stwierdziła, iż sama chce takie mieć . Jestem pewna, że gdyby nie to, iż mam większą nogę od niej chodziła by w nich częściej, niż ja . Oprócz butów włożyłam do kieszeni też telefon z podłączonymi słuchawkami i pomadkę, bez nich się nigdzie nie ruszam .
- Dobra bądź tu grzeczna, pilnuj braci, a ja zabieram Bobbiego na spacer – spojrzałam na nią, a ona nawet nie patrząc na mnie odpowiedziała ' jasne ', tak była zajęta .
Wyszłam z pokoju, zawołałam psa, który opornie się zwlekał, przy okazji jedząc jeszcze ' szybkie ' śniadanie . Ja w międzyczasie założyłam słuchawki i włączyłam muzykę, która akurat zaczęła się dziś od Boba Marleya . W końcu Bobby łaskawie do mnie przyszedł i mogłam go zapiąć w jego jakże piękną, srebrną, łańcuszkową linkę . Widać było, że na tym psie kompletnie nic nie robi wrażenia, dziwny w ogóle jest .
Nareszcie wyszliśmy i już dwa kroki za progiem musiałam się wrócić, bo zapomniałam kluczy, a przecież nie mogę zostawić dzieciaków otwartych . Zresztą potem sama nie wejdę …
Wyszłam ponownie, zamknęłam drzwi na wszystkie zamki, fakt wychodziłam tylko na chwilę, ale przezorny zawsze ubezpieczony – pomyślałam .
Zdążyłam zrobić kilka kroków, kiedy psa coś opętało, nie wiem Szatan nim zamiotał, czy co, ale jak wystartował, to pociągnął linkę i tyle go widziałam . Zauważyłam za to jakiegoś gościa w dżinsach, zielonych nike'ach, zielonej koszulce z napisem ' free hugs ', full capie na głowie, okularach na nosie i słuchawkach na uszach . Fakt, dopiero później to wszystko obczaiłam, ale wracając do sedna sprawy … Nasz kochany pies wystartował w stronę schodów i podciął nogi kolesiowi, który chyba był w tym czasie w innym świecie, bo nawet nie drgnął, tylko z hukiem wylądował na ziemi . Stanęłam jak wryta, zawał na miejscu, oczywiście z wrażenia powiedziałam pewne niecenzuralne, wszystkim dobrze znane słowa . W pierwszej chwili chciałam uciekać, co mnie on obchodzi, jego sprawa, trzeba było patrzeć, co się wokół niego dzieje . Ale po chwili, kiedy zobaczyłam, jak z jękiem zbiera się z parteru podeszłam do niego :
- Żyjesz ? - patrzałam na niego, a w głębi ducha myślałam sobie, iż to niezły wstyd .
- No niestety jeszcze tak, twoja próba uśmiercenia mnie się nie udała, polki są piękne, ale jednak okrutne – spojrzał na mnie z uśmiechem, a ja sama nie wiedziałam co się dzieje, bo koleś o mało nie stracił życia, a jest mu do śmiechu .
- Eee … żyjesz .. dobrze, że żyjesz, ale skąd wiesz … - nic nie rozumiałam, a on nawet nie dał mi skończyć, bezczelny jakiś !
- Przeklnęłaś po polsku, tamta blondyna przed tobą często to robiła, co się z nią stało, dzieciaki ją wykończyły ? - mówił to wszystko przy okazji wstając i gapiąc się na mnie . Musiałam zabawnie wyglądać, kiedy zastanawiałam się co tu robię i co w ogóle się dzieje .
- No niezupełnie … musiała na jakiś czas wrócić – patrzałam na niego jak na idiotę, a on się nabijał .
– Co cię tak bawi, przepraszam bardzo ? - spytałam już trochę wkurzona, bo to nie ukrywam wkurzające było, on śmiał się z mojego nieszczęścia …
- No, bo wiesz … rzadko spotykam laski, które się w pierwszej chwili nie chcą na mnie rzucić – no tak, nie dość, że go bawię, to jeszcze zaczyna być bezczelny !
- Po co niby miałabym się na ciebie rzucać ? Przez ciebie pies mi uciekł i będę miała przewalone – westchnęłam, a on dalej się śmiał – Ciebie serio to bawi ? - tym razem powiedziałam to w pełni wkurzona i wcale nie było mi do śmiechu .
- Nie no wybacz, ale nie gadaj, że nie wiesz, kim jestem ? - wtedy ściągnął okulary i już wiedziałam, z kim rozmawiam … Był to ten cały Niall z One Direction, super . Skąd on się tu w ogóle wziął i po co go spotykam ?!
- No dobra panie Horan – powiedziałam do niego tak, jakby w ogóle nie robił na mnie najmniejszego wrażenia (bo nie robił) – Mógłbyś być nawet papieżem, ale to nie zmienia faktu, że powinieneś uważać – spojrzałam na niego wymownie – Co ty tu w ogóle robisz, gdzie zgubiłeś kolegów – nie wiem dlaczego zaczęłam z nim tą konwersację, zamiast zająć się zgubą, ale już niech stracę .
- Mieszkam tu - odpowiedział wzruszając ramionami – Sam – spojrzał na mnie, jakby chciał mi powiedzieć, że mam wpaść do niego na herbatę .
- No pięknie … Teraz codziennie będziesz mi przynosił takiego pecha ? - spojrzałam na niego już tym razem lekko się uśmiechając, bo nie potrafię się długo złościć, tym bardziej, że zauważyłam, iż mój nowy znajomy trzyma się nadgarstek, który ucierpiał w upadku, więc chyba go boli …
- Nie, chyba nie – zaśmiał się i spojrzał w stronę schodów – No pięknie – skrzywił się, po czym spojrzał na mnie, a na schodach pojawiła się wiedźma z sąsiedztwa .
- Chyba coś zgubiłaś młoda damo – jakby tego było mało trzymała na rękach Bobbiego i wtedy pomyślałam, że już po mnie .
- Dziękuję – wyrwałam go z jej rąk – Do widzenia ! - powiedziałam stanowczo udając się w stronę windy, Niall chwilę się na mnie gapił po czym podbiegł do mnie, a w tym czasie wiedźma cały czas nas obserwowała . A dla Bobbiego wszystko było bez róznicy .
Weszliśmy do winy, drzwi się zamknęły, a chłopak nachylił się nade mną i szepnął mi do ucha :
- Nie lubi cię – no jakbym nie zauważyła …
- Ja jej też nie więc, niech spada – dojechaliśmy na dół, wyszliśmy z windy, zdążyłam po drodze ' naprawić ' smycz, więc ponownie zapięłam psa i wyszłam z klatki, czując na plecach spojrzenie . Było to spojrzenie Nialla, który stał w drzwiach i gapił się na mnie, więc się odwróciłam .
- No co ?! - zrobiłam wielkie oczy, chciałam żeby już się odczepił, nie chcę, żeby ktoś o mnie jutro pisał gdziekolwiek .
- Bo tak sobie pomyślałem, że skoro i tak wychodzę, a mam jeszcze trochę czasu, to mogę iść z tobą i z Bobbym na spacer – to mówiąc podchodził do mnie, a zamiast patrzeć na mnie gapił się na psa .
W głowie miałam myśl ' spadaj ', ale z grzeczności nie odmówiłam – No dobra, niech ci będzie, niech ja stracę, chodź … - wywróciłam oczami i ruszyłam przed siebie . Widząc jednak, że chłopak stoi obróciłam się – To idziesz, czy nie, bo ja w przeciwieństwie do ciebie nie mam czasu ! - w tej samej chwili ruszył za mną jak porażony . Haha był grzeczniejszy od psa xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz