poniedziałek, 3 września 2012

. rozdział 2 .

Ołł … gdzie ja jestem i co tu robię ? No tak, samolot do Londynu … Ta miła stewardessa, która miała się mną opiekować właśnie mnie obudziła i powiedziała, że niedługo lądujemy . Nie uwierzycie, ale śnił mi się Hitler ! Czytałam kiedyś w senniku, że podobno sny o nim oznaczają, że będzie się długo żyć, ale czy aby ja na pewno tego chcę ?
Przed podróżą stwierdziłam, że porobię jakieś zdjęcia z lotu, ale coś nie wyszło .
Ale wracając do sedna sprawy i mojej podróży to stwierdzam, iż minęła bardzo szybko, lądowanie było bezpieczne, nikt po drodze nie porwał, ani nie wysadził samolotu .
Nie będę przynudzać o kolejnej odprawie, powiem tylko że cała i zdrowa, z wszystkimi bagażami spotkałam się na lotnisku z Claire . Okazało się, że grzecznie tam na mnie czeka i powitała mnie z promiennym uśmiechem na twarzy, więc to chyba dobrze ? Nawet nie mówiła nic na temat ilości bagażu, powiedziała tylko :
- Witam cię kochanie w Londynie – poczułam się wtedy, jakby była moją rodzona, wymarzoną matką …
Jedyne co mi pozostało w tej sytuacji to uśmiechnąć się i grzecznie odpowiedzieć ' dzień dobry ', bo tak na dobrą sprawę jeszcze wtedy nie wiedziałam, czy mogę mówić coś więcej i w jaki sposób .
Początkowo plan był taki, że czekamy na jej męża, ale chwilę później się zmienił i okazało się, że jedziemy do domu same .
Podczas podróży, która trwała może z 15 minut nie dowiedziałam się niczego nowego, czego bym do tej pory nie wiedziała . Karo codziennie kilka razy dziennie opisywała mi wszystko co się dzieje w jej życiu, pracy i w rodzinie państwa Hall . Zauważyłam też, iż to działa w obie strony i szczerze mówiąc okazało się, że znają mnie tu lepiej, niż ja sama siebie .
Claire strasznie dużo mówiła i miała bardzo przyjemny i ciepły to głosu, a już na wstępie stwierdziła, że mam jej mówić po imieniu .
Przy okazji wiecie, że lotnisko City Airport w Londynie to lotnisko biznesowe . Fajny szpan lądować na takim .
A tak z innej beczki … Wszystko, co Karolina mówiła na jej temat jak na razie wydaje się być prawdziwe, bo jest dla mnie mega miła, czego szczerze mówiąc się nie spodziewałam .
Jeżeli mam być szczera, to już po kilku minutach rozmawiałam z nią jak z najlepszą kumpelą – o wszystkim i na luzie .

Wreszcie dojechałyśmy pod dom . A w zasadzie na parking podziemny apartamentowca, w którym mieszkali . Nie, żebym miała coś przeciwko, ale wyglądało to tak, jakbyśmy stanęły na jakimś zamkniętym dziedzińcu arabskiego zamku, które pokazują w filmach, szok . Już się boję, co zastanę w mieszkaniu .
A mieszkanie ? Winda zawiozła nas na trzynaste piętro, wszystkie korytarze były zamiast ścian przeszklone tak, jak to widać w biurowcach na amerykańskich filmach . Czy tu w ogóle można mieszkać ? Widać, można .
Byłam bardzo ciekawa jak jest w środku mieszkania, bo Karo zawsze pisała, że w sumie zwyczajnie, stylowo ale zwyczajnie .
Wreszcie stanęłyśmy pod drzwiami z numerem 123, a Claire zaczęła szukać kluczy w torebce – typowo kobiecy ruch .

3 komentarze: