piątek, 31 sierpnia 2012

. rozdział 1 .

Matko Boska jest początek czerwca, a ja wstaję o 5:00 rano tylko i wyłącznie dlatego, bo mamusia nie daje mi dłużej pospać … Kurcze rozumiem, że gdybym miała 12 lat to mogę być nie odpowiedzialna, ale mam 21, więc chyba rozumiem, iż muszę wstać na tyle wcześnie, aby zdążyć .
W zasadzie wszystko co mam zamiar ze sobą zabrać (a jest tego serio dużo, aż sama nie wierzę) mam już spakowane . Teraz tylko pozostaje pożegnać się z mamą i wujkiem, bo zaraz schodzę na dół, żeby mama Karoliny mogła mnie przy okazji zabrać na lotnisko .
Jeszcze tylko ostatni raz rozejrzę się dookoła, żeby przypadkiem czegoś nie zapomnieć, bo poczta z polski za granicę droga .

Widać mama Karoliny jest dzisiaj szczęśliwa, że wraca, bo pierwszy raz od dłuższego czasu widzę ją uśmiechniętą, a to kolejny argument przemawiający za tym, że dobrze robię .
Od kiedy wsiadłyśmy do samochodu cały czas się uśmiecha, a co dopiero będzie na lotnisku .
Nie lubię lotnisk … w zasadzie nie lubię tego niecodziennego gwaru i hałasu, marzę tylko o tym, żeby oczekiwany samolot już wylądował, a ja odleciała .

Wreszcie nadszedł długo wyczekiwany przez nas moment i zobaczyłyśmy Karo idącą w naszą stronę . Wprawdzie była uśmiechnięta, ale w jej oczach było widać smutek, przynajmniej ja widziałam … Od razu ją przytuliłam i zapytałam jak się trzyma, stwierdziła że jakoś, więc nie pytałam dalej . Przywitała się z mamą, ale tak na dobrą sprawę nie mogłyśmy dłużej pogadać bo samolot, którym przyleciała miał opóźnienie, a ja żeby było śmieszniej leciałam tym samym z powrotem za nią . Oczywiście odprawę i te sprawy już przeszłam, więc znowu się pożegnałyśmy i pobiegłam, żeby przypadkiem jak to do mnie podobne się nie spóźnić .
Rzecz jasna w samolocie nie przywitał mnie Harry, bo siedział za sterem, ale za to miałam przyjemność ogarnąć wszystko z całkiem miłą stewardessą, która jak się okazało wiedziała doskonale kim jestem i co ze mną zrobić .
Powiem szczerze miło się opowiada, ale jeszcze milej się śpi, więc skoro pilot robi swoje, to ja udaję się w krainę marzeń ...

czwartek, 30 sierpnia 2012

. prolog .

Ja zwariowałam, kompletnie zwariowałam ! Chociaż nie … to Karolina zwariowała ! Rozumiem, że chciałam zmieniać swoje życie i w ogóle, ale żeby od razu robić ze mnie nianię i to jeszcze w jakiejś londyńskiej dziurze ?! Przesadziła i zabiję ją jak tylko spotkamy się na lotnisku .
Chociaż z drugiej strony muszę przyznać, że cieszę się, iż wyjeżdżam z tego jakże przyszłościowego kraju … Fakt to tylko cztery miesiące, ale zawsze daleko stąd . Oczywiście mamusia jest niezadowolona, ale ona nigdy z niczego zadowolona nie była . Liczy się raczej to, że Karo będzie mogła na ten czas wrócić i wszystko poukładać, a raczej poskładać do kupy …
Są też plusy . Polecę sobie samolotem w roli vipa, więc mogę sobie zabrać bagażu ile mi się żywnie podoba, a to w moim przypadku będzie bardzo pomocne . Do tego zakupy w Londynie, stadion Arsenalu i takie tam inne badziewia, siódme niebo wręcz .
No, ale oczywiście jak to ja zamiast robić coś konkretnego i pożytecznego to zajmuję się bzdurami i opisuję jakże to ciekawe przemyślenia związane z wyjazdem na obczyznę . Czas się dopakować, ogarnąć system, przejrzeć neta i spać, bo ktoś genialny wymyślił samolot o 8:00 rano … Swoją drogą dobrze, że nie żaden nocny .
Mam nadzieję, że to wszystko jest dobre ...