środa, 3 października 2012

. rozdział 7 .

Tak uściślając sprawę telefon nie zadzwonił, a jedynie przyszedł sms . W tym momencie Olivier zaczął się na mnie gapić, jak w święty obrazek, ciekawe co znowu mu odbiło :
- A ty czego się tak znowu gapisz ?! - koleś co jest, zejdź już wreszcie ze mnie …
- Nie, nic – spojrzał na mnie, zaśmiał się pod nosem i zaczął coś stukać na telefonie .
Ale wracając do tego niespodziewanego smsa … Myślałam, że to Claire, Karo, ewentualnie mama, ale jednak tu się pomyliłam . Wyciągnęłam telefon z kieszeni, odłączyłam słuchawki, otworzyłam wiadomość i nieco się zdziwiłam, bo była wysłana z nieznanego numeru . Ale kiedy tylko przeczytałam treść to już zupełnie mnie zamurowało – ' To co 2O:OO u mnie ? Będę czekać :) ' .
Spojrzałam na telefon i kilka razy otworzyłam i zamykałam oczy, żeby się upewnić, czy dobrze widzę, kiedy zauważyłam, że młody siedzi i śmieje się ze mnie :
- To co jednak randka z blondynem - no nie, tego było już za wiele, przecież go zabiję, normalnie uduszę, nie dożyje nawet do obiadu .
- To twoja robota ?! Już nie żyjesz – serio miałam ochotę go zadźgać, a że nie miałam na obecną chwilę innej opcji, to stwierdziłam, że chociaż się z nim podrażnię i zaczęłam gonić go po pokoju . Nawet dobrze się bawiłam, widać było, że Olivier też ma z tego niezłą uciechę . W końcu udało mi się go złapać :
- I co teraz mam ci zrobić ? - spojrzałam na niego najbardziej przenikliwie jak potrafiłam, ale niestety śmiech nie pozwolił mi oddać powagi sytuacji, a on nawet się nie szarpał .
- Spokojnie pójdziesz tam, zabawisz się, rodzice nie będą mieli nic przeciwko – spojrzał na mnie, jakbym sama nie potrafiła na to wpaść, a zarazem, jakby był moim mentorem i najlepiej wiedział, co jest dla mnie najlepsze – Patrz jak dbam o ciebie, organizuję ci rozrywkę w tym mega nudnym miejscu – patrz, bo ci uwierzę .
- No i co myślisz teraz, że tam pójdę, tak ? - już lecę …
- No nie masz wyjścia – pokazał mi język, wyrwał się i pobiegł do siebie .
- No tak, ja nigdy nie mam wyjścia … - powiedziałam do siebie i usiadłam na kanapie przed telewizorem, ale szybko go wyłączyłam i poszłam do pokoju, włączyłam lapka i klikając bez sensu cały czas myślałam, czy mam tam iść, baaa czy w ogóle mam coś odpisać . Oczywiście siedziałam w ciszy w swoim świecie i nawet na początku chciałam napisać do Karo i jej wszystko opowiedzieć, ale potem stwierdziłam, że nie będę się ośmieszać i powiem jej po fakcie . Nagle Chloe, która do tej pory siedziała cicho zajęta sobą się odezwała :
- Idź tam – spojrzała na mnie z uśmiechem .
- Po co ? - ciekawe co ośmioletnia dziewczynka może wiedzieć w tej sprawie .
- Pomyśl, większość dziewczyn dałoby się zabić za takie zaproszenie, a ty tak po prostu masz to gdzieś – odwróciła się z powrotem do komputera, jakby chciała wyeksponować to, że jestem głupia i szkoda czasu na rozmowy ze mną .
- Jasne, tylko ja nie jestem większość – wywróciłam oczami – zresztą Karolina nic nie wspominała o tym, że tam była, w ogóle nic o nim nie wspominała … - skrzywiłam się patrząc w ekran laptopa .
- Bo jej nie zaprosił – dziewczynka w swoim stylu wywróciła oczami, po czym gwałtownie się zerwała i usiadła naprzeciw mnie – Ty masz farta, że mój brat jest tak genialny i załatwił to za niego i ciebie – matko, o czym ona gada, co załatwił, jak zwykle dziecko do mnie mówi, a ja nic nie rozumiem …
- A możesz mówić jaśniej, bo nie za bardzo rozumiem o co chodzi – zaczęłam patrzeć na nią uważnie, żeby tym razem móc wszystko dokładnie zrozumieć .
- No, a o to, że odkąd tu mieszka nigdy nie rozmawiał z żadną dziewczyną, jesteś pierwsza, więc masz szanse – no tak … znowu o tych szansach, weźcie się ogarnijcie ludzie .
- No co ty, przecież o mało go nie zabiłam – zaczęłam się śmiać przypominając sobie sytuację z klatki schodowej
- Idziesz tam i koniec, już ja o to zadbam – powiedziała to zupełnie, jakby była moją matką … Boże dziecko mi dyktuje, co mam robić …
Zapewne możecie się zastanawiać co się stało, że zamiast sprzątać, gotować i inne takie zajmuję się sobą i swoim ' problemem ', a otóż dlatego, że Claire wraca dzisiaj wcześniej z pracy i przywiezie gotowy obiad .

Siedzimy przy stole, a ja nadal myślę o jednym i tym samym … W ogóle dziś przy tym obiedzie jakaś dziwna cisza, którą chyba zapeszyłam :
- Mamo, Meg dzisiaj wieczorem idzie na imprezę do blondyna – no tak, to się Chloe postarała o to, żebym tam dotarła .
- Tak ? - Claire spojrzała na mnie z uśmiechem, ale mi wcale do śmiechu nie było …
- No właśnie jeszcze nie wiem, bo … - nie zdążyłam nawet dokończyć, kiedy mi przerwała
– Ależ nie ma problemu, poradzę sobie z dzieciakami, a ty idź i się pobaw póki jesteś młoda - jeszcze tego mi brakowało, żeby ona mnie tam wyganiała . W tym momencie już nie miałam szans, więc napisałam do Nialla zwykłe ' ok ' i miałam nadzieję, że świat skończy się przed 2O:OO .
Niestety się nie skończył, a czas jakoś tak szybko płynął, kiedy siedziałam na Twitterze i przeglądałam różne profile . Nagle młoda wparowała do pokoju :
- Co ubierasz ? - a co to za różnica … Nie chce mi się przebierać …
- Nie wiem, wszystko mi jedno, cokolwiek, ale to nie będzie strój kąpielowy – powiedziałam to z lekką ironią w głosie, żeby mogła odczytać, że to pytanie nie było zbyt trafne .
- Ja tylko chciałam pomóc – wzruszyła ramionami i zaczęła przeglądać jakąś gazetę, którą przyniosła ze sobą .
W końcu ubrałam tylko różowe rurki zamiast moich różowych spodenek i wzięłam do ręki pierwszą lepszą bluzę, tak na wszelki wypadek .
Przed wyjściem Claire nawet nie chciała ze mną rozmawiać, widocznie stwierdziła, że jestem rozsądna i odpowiedzialna, ale za to widziałam jak Olivier z dumną i nieco rozbawioną miną odprowadza mnie wzrokiem .Tak, dalej miałam ochotę go zabić ... Wyszłam z mieszkania i dość długo stałam pod drzwiami z numerem 121 wahając się jeszcze, czy oby na pewno chcę tam iść . W końcu się zdecydowałam i zadzwoniłam do drzwi . Otworzył mi uradowany Niall, który na powitanie mnie przytulił ze stwierdzeniem, iż myślał, że nie przyjdę – tak, ja też tak myślałam .
Wchodząc do środka byłam ciekawa, co zastanę, ale było zwyczajnie . Widać, że to mieszkanie młodego mężczyzny, bo za wielkiego porządku tam nie było, ale na szczęście jeszcze miejsce do siedzenia się znalazło . W salonie miał skórzaną kanapę, gdzie mnie posadził i spytał, czy chcę coś do picia, a ja dając mu pierwsze wyzwanie kazałam zrobić kawę . Oczywiście nie mogłam wysiedzieć i poszłam za nim do kuchni, a ten akurat chciał wrócić, żeby (jak się później dowiedziałam) spytać jaką kawę chcę i wpadliśmy na siebie … Nie ucierpiałabym, gdyby pan Horan nie chodził po domu w czapce i jej daszek nie wbił mi się do oka . Nie byłoby w tym w sumie nic dziwnego, bo było nawet śmieszne, ale Niall w pewnym momencie tak się przejął, że już był gotowy dzwonić po pogotowie, ale oczywiście w odpowiedni sposób go uspokoiłam, żeby nie świrował . Koniec końców zrobił mi tą kawę, sam nalał sobie coli i usiadł ze mną na kanapie włączając jakąś muzykę . Idiotycznie się czułam . Jakoś nieswojo, zupełnie jak nastolatka na swojej pierwszej randce … Masakra jakaś, a jeszcze do tego wszystkiego on prawie nic nie mówił, tylko gapił się albo w sufit, albo na swoją colę …
- Ejj no gospodarzu zaprosiłeś gościa to gość teraz żąda, żebyś odpowiednio go zabawił – powiedziałam rozbawiona i szturchnęłam go lekko, bo już nie potrafiłam znieść tej ciszy . Ale widać to było na nic ... Chyba się wyłączył, bo nawet nie zauważył, że coś powiedziałam, a co dopiero mówić o jakiejś jego reakcji – Ejjj ! Ziemia do Nialla ! - pomachałam mu dłonią przed oczami, po czym zdjęłam czapkę i chciałam poczochrać włosy, ale ten złapał nie za rękę, co sprawiło, że kolejny raz dziwnie się poczułam . W tym samym momencie ktoś zadzwonił do drzwi, a ja spojrzałam badawczo na Nialla .
- No, bo wiesz … nie będziemy sami – powiedział to trochę zakłopotany, po czym wstał cały czas trzymając mnie za rękę i widać chciał tak ze mną iść do drzwi, ale chrząknęłam, żeby mnie puścił i w tym samym momencie spojrzał na mnie, uśmiechnął się i już sam poszedł otworzyć .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz