Ołł … gdzie ja jestem i co tu robię
? No tak, samolot do Londynu … Ta miła stewardessa, która miała
się mną opiekować właśnie mnie obudziła i powiedziała, że
niedługo lądujemy . Nie uwierzycie, ale śnił mi się Hitler !
Czytałam kiedyś w senniku, że podobno sny o nim oznaczają, że
będzie się długo żyć, ale czy aby ja na pewno tego chcę ?
Przed podróżą stwierdziłam, że
porobię jakieś zdjęcia z lotu, ale coś nie wyszło .
Ale wracając do sedna sprawy i mojej
podróży to stwierdzam, iż minęła bardzo szybko, lądowanie było
bezpieczne, nikt po drodze nie porwał, ani nie wysadził samolotu .
Nie będę przynudzać o kolejnej
odprawie, powiem tylko że cała i zdrowa, z wszystkimi bagażami
spotkałam się na lotnisku z Claire . Okazało się, że grzecznie
tam na mnie czeka i powitała mnie z promiennym uśmiechem na twarzy,
więc to chyba dobrze ? Nawet nie mówiła nic na temat ilości
bagażu, powiedziała tylko :
- Witam cię kochanie w Londynie –
poczułam się wtedy, jakby była moją rodzona, wymarzoną matką …
Jedyne co mi pozostało w tej sytuacji
to uśmiechnąć się i grzecznie odpowiedzieć ' dzień dobry ', bo
tak na dobrą sprawę jeszcze wtedy nie wiedziałam, czy mogę mówić
coś więcej i w jaki sposób .
Początkowo plan był taki, że czekamy
na jej męża, ale chwilę później się zmienił i okazało się,
że jedziemy do domu same .
Podczas podróży, która trwała może
z 15 minut nie dowiedziałam się niczego nowego, czego bym do tej
pory nie wiedziała . Karo codziennie kilka razy dziennie opisywała
mi wszystko co się dzieje w jej życiu, pracy i w rodzinie państwa
Hall . Zauważyłam też, iż to działa w obie strony i szczerze
mówiąc okazało się, że znają mnie tu lepiej, niż ja sama
siebie .
Claire strasznie dużo mówiła i miała
bardzo przyjemny i ciepły to głosu, a już na wstępie stwierdziła,
że mam jej mówić po imieniu .
Przy okazji wiecie, że lotnisko City
Airport w Londynie to lotnisko biznesowe . Fajny szpan lądować na
takim .
A tak z innej beczki … Wszystko, co
Karolina mówiła na jej temat jak na razie wydaje się być
prawdziwe, bo jest dla mnie mega miła, czego szczerze mówiąc się
nie spodziewałam .
Jeżeli mam być szczera, to już po
kilku minutach rozmawiałam z nią jak z najlepszą kumpelą – o
wszystkim i na luzie .
Wreszcie dojechałyśmy pod dom . A w
zasadzie na parking podziemny apartamentowca, w którym mieszkali .
Nie, żebym miała coś przeciwko, ale wyglądało to tak, jakbyśmy
stanęły na jakimś zamkniętym dziedzińcu arabskiego zamku, które
pokazują w filmach, szok . Już się boję, co zastanę w mieszkaniu
.
A mieszkanie ? Winda zawiozła nas na
trzynaste piętro, wszystkie korytarze były zamiast ścian
przeszklone tak, jak to widać w biurowcach na amerykańskich filmach
. Czy tu w ogóle można mieszkać ? Widać, można .
Byłam bardzo ciekawa jak jest w środku
mieszkania, bo Karo zawsze pisała, że w sumie zwyczajnie, stylowo
ale zwyczajnie .
Wreszcie stanęłyśmy pod drzwiami z
numerem 123, a Claire zaczęła szukać kluczy w torebce – typowo
kobiecy ruch .
niezła wizja haha :D
OdpowiedzUsuńFajne :D
OdpowiedzUsuńjest super : DD zapraszam do mnie : i-wanna-i-stay-true.blogspot.com
OdpowiedzUsuń