poniedziałek, 17 września 2012

. rozdział 3 .

Szczerze mówiąc myślałam, że dłużej jej to zajmie, albowiem jej torba była ogromna, dosłownie ogromna . Żeby było zabawniej pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy była taka, że klucze wcale nie są w torebce, a w jakiejś kieszeni, albo w teczce, która podejrzewam przyniosła z pracy .
Ale dość już o kluczach, w końcu się znalazły, trafiły do wszystkich dziurek na nie przeznaczonych, a drzwi się przede mną otworzyły .
Co zobaczyłam ? Nic . Cisza, spokój, żywego ducha . Dla sprostowania na początku tak myślałam, dopóki przed oczy nie wyskoczyła mi czwórka dzieciaków i pies rasy beagle . W pierwszej chwili myślałam, że cała piątka zabije mnie wzrokiem, ale na szczęście (albo i nie) nagle zaczęli się uśmiechać i rzucili na mnie (dosłownie) z powitaniem . To nawet było miłe .
Dzieci to wasza nowa opiekunka – Claire z taką łatwością i beztroską powiedziała te słowa puszczając mi przy tym oczko, że trochę mnie to przeraziło, ten obcy kraj, odpowiedzialność za cudze dzieci no i psa oczywiście, a ona jakby w ogóle się tym nie przejmowała, jakby z góry była pewna, że sobie poradzę, podziwiam ją za to . Większość rodziców chyba umarłoby ze strachu, jakby mieli komuś powierzyć swoje dzieci .
Może teraz trochę o dzieciakach, bo na razie wspomniałam tylko, że jest ich czworo – trzech chłopców i dziewczynka . Już na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, z czym będę miała do czynienia przez najbliższe miesiące .
Chloe, dziewczynka z pozoru jak taki mały aniołek – blond włosy, niebieskie oczy, uroczy uśmiech, ale tak naprawdę to taki mały diabełek, który tylko czeka na to, jakby tu być wyniesionym na ołtarze . Oczywiście bez przesady nie jest jakimś złem wcielonym, ale dużo jej nie brakuje .
Daniel i David – małe bliźniaki, które już na wstępie zadały mi tyle pytań, że nie dość, iż połowy nawet nie zdążyłam zakodować, to gdzie tu jeszcze mówić o jakiejkolwiek odpowiedzi . W sumie to odpowiedziałam tylko jak się nazywam, ale nikt nie potrafił wypowiedzieć mojego imienia, więc z Małgorzaty, względnie Gosi zostałam Meg .
Mówiłam, że jest czwórka i ostatnim, najstarszym z rodzeństwa jest Olivier . Nie powiem, pewnie dziewczęta w jego wieku na niego lecą, bo ładny, nie ukrywam, ciemne włosy, ciemne oczy . Od początku cały czas patrzył na mnie tymi swoimi oczętami, jakby chciał powiedzieć całemu światu ' nikt nie będzie mnie niańczył, a już na pewno nie ona ' . Kurcze mam nadzieję, że się z nim jakoś dogadam, bo inaczej miło nie będzie .
Byłbym zapomniała jest jeszcze Bobby, który tak właściwie przyszedł się przywitać, zaszczekał, obwąchał mnie i sobie poszedł .
A tak z innej beczki, bo nie wspomniałam nic o wnętrzu . W zasadzie było urządzone w stylu śródziemnomorskim, co szczerze mówiąc zdziwiło mnie w centrum Londynu . Wszystko w jasnych barwach, odcieniach bieli, niebieskiego, szarości i zieleni, ogromne przestrzenie . Kuchnia połączona z jadalnią i salonem . Oprócz tego była sypialnia państwa Hall, w której nie byłam i pokoje dzieciaków, dokładniej dwa, jeden dla chłopców, drugi dla Chloe, w którym miałam mieszkać ja - ciekawe połączenie . Jednak zdziwiło mnie to, że w tym domu jest jedna łazienka i nikt z tego powodu nie protestuje .
W sumie to na tyle, poszłam do pokoju naszego małego aniołeczka, żeby tak szybciutko się rozlokować i w międzyczasie zbadać teren . Kiedy weszłam do środka w zasadzie się nie zdziwiłam, był to pokój księżniczki . Chociaż żadnych jednorożców i tym podobnych nie było, ale dominował róż . W sumie nie mogę narzekać, bo lubię ten kolor . Jedyne co mnie przeraziło to wszystko ' udekorowane ' gadżetami z wizerunkiem One Direction … Boże to dziecko ma dopiero osiem lat, a już tak za nimi szaleję, co takie dziecko w nich widzi ? Nie wspomniałam w sumie, że to Chloe ugościła mnie w swoim królestwie i pokazała łóżko, na którym będę spać, nie powiem, jest całkiem wygodne ;)
Kiedy ogarniałam wszystko mała cały czas mnie obserwowała, kiedy nagle podeszła, usiadła na moim łóżku i ku mojemu zdziwieniu przemówiła do mnie :
- Wydajesz się fajna, wiesz ? - spojrzała na mnie i w taki sposób się uśmiechnęła, że trudno było tego uśmiechu nie odwzajemnić . Nic jeszcze nie odpowiedziałam, kiedy zadała drugie pytanie - Boisz się ? - jednak tym razem nawet jakbym chciała i była w stanie, to nie zdążyłabym nic odpowiedzieć, bo Claire zawołała nas do stołu na obiad rzecz jasna .

1 komentarz: