poniedziałek, 6 maja 2013

. rozdział 12 .

Na wszelki wypadek zamknęłam jeszcze raz oczy, przetarłam, po czym ponownie otworzyłam, ale niestety … Nadal znajdowałam się na łóżku w pozycji półleżącej, przytulona do Nialla . W sumie to nic dziwnego, bo zazwyczaj tak kończę imprezy, ale zważając na sytuację ten przypadek lekko odbiega od moich standardów …
Od razu wpadł mi do głowy pomysł, że po prostu tak cichaczem, istnie po angielsku sobie wyjdę, więc delikatnie wypuściłam chłopaka ze swoich objęć, najciszej jak umiałam wstałam i już kierowałam się stronę drzwi, kiedy usłyszałam za sobą zaspany głos :
- Już idziesz ? - no to wpadłam … Momentalnie zatrzymałam się jak sparaliżowana i powoli zaczęłam się odwracać .
- Bo wiesz … - zastanowiłam się, co by tu na szybko wymyślić, więc spojrzałam na zegarek – Już dziesiąta, dzieciaki na mnie czekają, ich rodzice mnie zabiją, że jeszcze mnie nie ma – mówiłam powoli i niepewnie .
- Ale jest niedziela, więc prawie zawsze Hall'owie w komplecie są w domu – blondyn spojrzał na mnie badawczo .
Fakt . Całkiem o tym zapomniałam i nie wiedziałam, co mam w tym momencie odpowiedzieć, a już nie miałam na tą chwilę w głowie żadnych wymówek, więc powiedziałam prosto z mostu, jak najjaśniej potrafiłam :
- No dobra – wzięłam głęboki oddech, robiąc przy tym kilka kroków w stronę chłopaka – To nie to, że nie było miło, czy chcę uciec, tylko po prostu … - na chwilę się zacięłam zastanawiając się, czy na pewno chcę powiedzieć to, co zaraz powiem – Po prostu chodzi o to, że czuję się niezręcznie będąc z tobą sam na sam w twoim mieszkaniu, tak więc na razie, dziękuję, fajnie było, cześć – powiedziałam na jednym wdechu, po czym obróciłam się i już szybszym krokiem wyszłam zamykając za sobą drzwi, za którymi odetchnęłam z ulgą i teatralnie patrząc w sufit osunęłam się po nich siadając na wycieraczce . Szybko jednak wstałam, bo zorientowałam się, że chłopak może za mna pójść, a co gorsza otworzyć drzwi, a wtedy ja wyląduje na ziemi . Od razu udałam się w stronę drzwi z numerem 123, za którymi obecnie mieszkam . Odruchowo pociągnęłam za klamkę, drzwi były otwarte, więc weszłam jak gdyby nigdy nic do środka, a na wejściu powitał mnie mój ukochany Olivier :
- No cześć, jak było ? - z iście łobuzerskim uśmiechem oparł się o ścianę, skrzyżował ręce i patrzył na mnie przenikliwie, jak to ma w zwyczaju .
- Normalnie – wzruszyłam ramionami przy okazji ściągając buty i kątem oka spoglądając w głąb mieszkania, żeby skontrolować sytuację .
- Czyli powiadasz, że seks z gwiazdą jest normalny ? - w tym momencie nie wytrzymałam, a najbardziej jego chorego tonu .
- Weź się już zamknij debilu ! - oczywiście oprócz podniesionego głosu nie potrafiłam się powstrzymać, żeby nie szturchnąć młodego, na co on tylko się zaśmiał, a ja nie zauważyłam, że Claire nas obserwuje … Wiem, nie powinnam go tak traktować, jak … brata ? Tak, wtedy pierwszy raz tak o nim pomyślałam, ale przecież jestem ich opiekunką i nie takie powinny być nasze relacje . Podczas tej chwili moich rozkmin życiowych i jego wpatrzonego wzroku w moją zdenerwowaną osobę do przedpokoju weszła Claire . No to teraz się zacznie – pomyślałam w duchu .
- Dobra, dość już tego – powiedziała stanowczym, ale przyjaznym tonem – Olivier idź się ubierać – chłopak posłusznie wykonał polecenie, kobieta prawie już odeszła z powrotem do kuchni, a ja uwierzyłam, że zapomniała o moim zachowaniu względem syna, kiedy nagle odwróciła się w moją stronę – A byłbym zapomniała … Na obiad jedziemy do moich rodziców i też jesteś zaproszona, także masz jeszcze chwilę, żeby się przygotować – odetchnęłam z ulgą .
Generalnie pojęcie chwili znaczyło godzinę, więc miałam sporo czasu, żeby doprowadzić się do stanu używalności . W sumie nie zajęło mi to dużo czasu . Wykąpałam się, ubrałam z powrotem moje różowe rurki, a do tego czarną bluzkę, żeby choć trochę było w tym wszystkim elegancji, chociaż jak zauważyłam wszyscy raczej byli ubrani jak zwykle . Przeciągnęłam jeszcze dodatkowo rzęsy moim ulubionym granatowym tuszem, a usta pomadką i mogłam wychodzić . Przed wyjściem oczywiście przypomniało mi się jeszcze, że posiadam takie urządzenie, jak telefon komórkowy, więc zabrałam go z łóżka, odblokowałam i zobaczyłam pełno wiadomości i nieodebranych połączeń, których jednak w tej chwili nie miałam czasu przeglądać, bo właśnie Claire zarządziła, że wychodzimy .
Zeszliśmy wszyscy z psem w komplecie na dół, wsiedliśmy do samochodu i zaczęliśmy przemierzać ulice Londynu, jak się domyśliłam w kierunku przedmieścia tego pięknego miasta . Oczywiście podczas jazdy nie obyło się bez głupich docinek młodego i wiecznych pytać Chloe . Bliźniaki jak zwykle były grzeczne, a pies niewzruszony . Ma się rozumieć Harry też z nami jechał – prowadził samochód i całą drogę konwersował z Claire .
Wreszcie stanęliśmy przed dużym, pięknym domem z gankiem, otoczonym wielkim zielonym ogrodem, w którym siedziało dwoje starszych ludzi, którzy kiedy tylko usłyszeli nadjeżdżający samochód wstali i zaczęli iść w naszym kierunku ...

1 komentarz:

  1. No świetny jest! *o*
    Haha, teksty młodego - bezcenne.. :D
    Czekam niecierpliwie na kolejny i weny życzę. ;*

    OdpowiedzUsuń